Toyota GR Supra

Avatar Maciek Pertynski | 24/05/2019 482 Views 0 Likes 4 On 1 Rating

482 Views 4 On 1 Rating Rate it

https://www.youtube.com/watch?v=uzZAD2Oi76Y&feature=youtu.be

Toyota umie w zabawki!

Przepraszam za tę „memową” składnię, ale takie zdanie najlepiej podsumowuje wrażenia z pierwszych jazd nowym modelem marki wokół Madrytu i po torze wyścigowym.

Supra – a raczej GR Supra, od „Gazoo Racing”, sportowej i wyczynowej dywizji Toyoty – powstała we współpracy z BMW, ale choć ma silnik, skrzynię biegów i sporo detali w kabinie wprost z Monachium, jest pono przede wszystkim Toyotą. To Toyota zestrajała zawieszenie (z półaktywnymi, adaptacyjnymi amortyzatorami, tyleż codziennie komfortowe, co wyścigowo sportowe), to Toyota wykonała kompletny projekt nadwozia, to Toyota ustaliła, jakie powinny być proporcje płyty podłogowej (stosunek rozstawu osi do rozstawu kół)… A przede wszystkim to Toyota w ogóle wymyśliła to auto. Bo BMW nie paliło się do kontynuowania modelu Z4. Ale skoro znalazł się „sponsor”…

Jak widać, obie strony na tym wygrały. Toyota nie musiała od zera budować nieprodukowanego od 17 lat 6-cylindrowego rzędowego silnika, a BMW – zastanawiać się nad budową i proporcjami płyty podłogowej. Która to płyta została przez Toyotę tak wykoncypowana, że bawarczycy, tworząc swój roadster, nie musieli się już martwić o sztywność szkieletu – bo sama w sobie platforma ją im zapewniła. No i znaleźli nagle interesujący zbyt na kilka nowych przełączników (i mnóstwo elementów mocno już starszawych)…

Ale wszystko to jest nieważne w obliczu rezultatów. Bo oto świat motoryzacji, duszący się w okowach coraz głupszych i bardziej oderwanych od rzeczywistości oraz fizycznej realizowalności przepisów, dostał od Japończyków prezent, zabawkę. Samochód, który w człowieku w każdym wieku obudzi małego chłopca, warczącego i jeżdżącego „resorakiem” po usypanej z piasku trasie wyścigu. Auto fantastycznie się prowadzące, intuicyjnie, niemal myślą samą. Otulające, chętne do każdej zabawy, w którą kierowca postanowi się bawić.

Akurat od Toyoty takiego prezentu się nie spodziewałem. Ale jak się okazuje, perfekcja w tworzeniu najbardziej sensownych w znaczeniu proekologicznym samochodów hybrydowych nie oznacza wąskiej specjalizacji. A duch modelu 2000 GT z 1967 roku żyje i ma się dobrze.

Domo, Toyoda-san! Arigati gozaimas!

previous arrow
next arrow

Slider


482 Views 4 On 1 Rating Rate it