Skoda Kodiaq 2 0 TDI 190 4×4 DSG

Avatar Maciek Pertynski | 26/01/2018 111 Views 0 Likes 0 Ratings

111 Views 0 Ratings Rate it

Żadnych zastrzeżeń. Prawie…

Prawie, bo to, co już kiedyś mówiłem, pozostaje w mocy: nieco większy zakres regulacji kierownicy sprawiłby, że zajęcie optymalnej pozycji byłoby tyleż przyjemne, co błyskawiczne. Poza tym auto jest doskonale dostosowane do swoich zadań: jest ogromnym kombi z gigantycznym bagażnikiem i bardzo wysokim komfortem resorowania oraz przyzwoitymi własnościami jezdnymi i znakomitym wyposażeniem przy wciąż co najmniej dobrej cenie.

 

Edit:

Bardzo przepraszam swoich Widzów za wprowadzenie w błąd i przedstawianie zarówno w tytułach, jak w tagach i wypowiedziach w filmie tego auta jako „topowego turbodiesla” w gamie modelu Kodiaq czeskiej marki Skoda. Bo oczywiście, jest to Kodiaq z silnikiem benzynowym.
 
Ten materiał był eksperymentem. Ale po kolei.
 
Internet – w Polsce – aż furczy od komentarzy delikatnie mówiąc, niechętnych wszystkiemu, co jest oferowane, wytwarzane, projektowane, sprzedawane przez marki z Grupy Volkswagena (VAG). Ze szczególnym uwzględnieniem trzech: to (w kolejności alfabetycznej) Seat, Skoda i Volkswagen. Dziennikarze motoryzacyjni mają bardzo często do czynienia z takimi komentarzami. Ja również. Komentarze – o których między sobą mówimy „hejt” albo „trolling”, czyli albo ziejące najczystszą nienawiścią, albo podważające każdą choćby lekko pozytywną informację na temat tych trzech marek za pomocą wszelkich środków – obejmują całe spektrum, od technicznych i „fachowych” wykładów o podobno gigantycznej awaryjności silników VAG czy na temat rzekomych ukrywanych przed klientami i w ogóle upublicznieniem wad fabrycznych wszelkich możliwych podzespołów technicznych, poprzez wiedzę tajemną i prawniczą na temat podobno trwających dziesiątek i setek akcji serwisowych prowadzonych przez te trzy marki (oraz oczywiście obejmujących te marki i ich oszustwa procesy sądowe, których też są ponoć setki), aż po bezpośrednie oskarżenia dziennikarzy, którzy ośmielają się nie tylko napisać coś dobrego o markach VAG, ale potem bronić swych słów, jakoby dziennikarze owi brali ogromne pieniądze od tych marek za wysługiwanie się im. Oczywiście, właśnie dlatego, że my – dziennikarze, nie tylko motoryzacyjni – zostaliśmy rzekomo kupieni przez VAG, informacje o wszystkich tych wspomnianych wyżej strasznych faktach nie wypływają na światło dzienne. Jedyne, o czym się publicznie mówi, to tzw. Volkswagen Gate, czyli afera z oszukiwaniem podczas badań technicznych na drodze wgrywania do silników aut modeli Volkswagena (a w domyśle: wszystkich aut VAG) oprogramowania oszukującego laboratoryjny sprzęt i pozwalającego dowodzić, że silniki te emitują o wiele mniej trucizn, niż to ma miejsce w rzeczywistości. Tego nie dało się uniknąć, bo cały świat o tym wie, więc nawet wysoko opłaceni, a właściwie wręcz kupieni przez VAG dziennikarze temu nie przeczą – ale za to o tym nie mówią, a „słodzą” Volkswagenowi w swych materiałach, żeby „przykryć” aferę z silnikami.
 
Nie trzeba być zwolennikiem teorii spiskowych, żeby dostrzec w tym wszystkim cechy zorganizowanej akcji. „Szeptana propaganda” – czyli szerzenie plot i rzucanie oskarżeń bez pokrycia, za to chwytliwych – ma to do siebie, że doskonale się zaczepia w umysłach ludzi, łatwo wyjaśniając wiele zjawisk. Szczególnie dobrze działa, jeśli np. wygłasza się fachowo brzmiące wywody techniczne, przywołujące (wyssane z palca) dane o konkretnych podzespołach, częściach, zjawiskach („bierze olej wiadrami”, „rozlatuje się turbo”, „setki klientów wygrywają seryjnie sprawy sądowe wytaczane Skodzie o wymianę silników na nowe po seryjnych awariach” itp.), bo producenci samochodów rzeczywiście wielokrotnie byli „umoczeni” w ukrywanie takich faktów. Jak tego dowodzi choćby obrzydliwa i całkowicie prawdziwa, wspomniana powyżej afera Volkswagena z oszukiwaniem w badaniach emisji spalin. Z tego samego powodu widzowie i czytelnicy łatwo wierzą w oskarżenia wobec dziennikarzy, że „biorą”, bo przecież „za darmo nikt nie będzie chwalić”. A to, że gdzieś tak od dwóch lat WSZYSTKO, co złe, jest albo robione przez te trzy marki Grupy VW, albo dotyczy akurat tych trzech marek, jakoś umyka społecznej obserwacji, nawet jeśli okazuje się, że na podobnych do volkswagenowskiego oszustwach przyłapywani są regularnie właściwie wszyscy producenci motoryzacyjni. Bo jak już kiedyś tłumaczyłem, przepisy o emisji są niespójne i wzajemnie sprzeczne, więc zachęcają wręcz do kantowania.
 
No cóż, wszystkie te trzy marki mają ogromnie silną pozycję na polskim rynku, więc i wrogów sporo… Jak widać, ja też umiem rzucić szeptaną propagandę – tyle że nie posuwam się do oskarżania nikogo wprost. Może dlatego, że ja występuję pod swoim prawdziwym nazwiskiem, a wszystkie hejtujące i trollujące komentarze padają pod pseudonimami?
 
W każdym razie, od dawna usiłuję walczyć i o poziom w komentarzach pod moimi materiałami, i o swoje dobre imię. Ale ponieważ ma to wszelkie cechy bójki z trzodą chlewną w błocie (świni to sprawia przyjemność, mnie nie), a i tak nie przekonam adwersarza (bo jemu to wisi, on MA ZA ZADANIE powiedzieć to, co mówi w komentarzu, więcej go nie obchodzi, inni mają to zobaczyć i powziąć podejrzenia, że to prawda), za poradą bardziej ode mnie doświadczonego w internecie Marka Wieruszewskiego, po prostu zacząłem usuwać co obrzydliwsze komentarze. I będę tak robić konsekwentnie. Niemniej z czystej żądzy wiedzy postanowiłem przeprowadzić paskudny eksperyment, by zobaczyć, czy wśród komentujących negatywnie moje materiały są rzeczywiście starannie oglądający je fachowcy, którzy merytorycznie się nie zgodzą z moimi wywodami (jak by na to wskazywały opowiadania o zbrodniach ukrywanych przeze mnie i mnie podobnych).
 
I nakręciłem ten właśnie film ze Skodą Kodiaq w roli głównej. To model 2.0 TSI 180 DSG 4x4. Film jak film z serii „Pertyn Ględzi”, więc ukazujący moje wrażenia z kontaktu z autem i skojarzenia, które auto wywołuje. Wszystko na serio, wszystkie uwagi jak najbardziej merytoryczne i od serca – z jednym wyjątkiem: przedstawiłem to auto jako topowego diesla. Czyli TDI 190. Umyśliłem sobie, że ktoś, kto jest krytykiem Skody (czy szerzej, aut VAG), a przy tym rzeczywiście się zna, rzeczywiście obserwuje, rzeczywiście chce się pokłócić, natychmiast wyłapie fałsz jako mój błąd albo już po brzmieniu silnika (a mikrofon mam dobry!), albo najdalej podczas testu przyspieszania, gdy zobaczy obrotomierz (przecież sięgający o 2000 obrotów wyżej, niż w dieslu!) i zrobi mi awanturę. 
 
Od czasu upublicznienia filmu o 19:30 w piątek 26.01 bardzo mało spałem, obserwując komentarze. Dowiedziałem się z nich kilkanaście razy w mniej lub bardziej cywilizowany sposób, że jestem prostytutką, która wzięła pieniądze za wychwalanie Kodiaqa. Dowiedziałem się z nich kilkanaście razy, jakimi – excusez le mot – gównianymi samochodami są Skody, jak beznadziejne są ich diesle (sic!), ich napęd 4x4 i automatyczne skrzynie biegów, jak błyskawicznie się psują, rozsypują, biorą olej – i oczywiście zatruwają środowisko, przyczyniając się do wszechobecnego w Polsce smogu. Te, które były naprawdę nie do przyjęcia, po prostu wykasowałem. Inne zostawiłem, bo w sumie warto popatrzeć, jak się robi taką robotę… Ale dopiero po 14 godzinach trafił się pierwszy komentarz, który wskazywał, że chyba coś jest nie tak, bo przecież to auto benzynowe. Zwrócił na to uwagę ktoś, kto ma dostęp do danych z parku Prasowego Skody i po prostu mu nie pasowało. Dopiero w 20 godzin po opublikowaniu filmu inny spośród Widzów dostrzegł niezgodność obrotomierza. Nikt wcześniej nie zgłosił zastrzeżeń – co szczególnie zastanawia u tych komentatorów, którzy z tak niezrównaną fachowością tłumaczyli innym, że moje wywody są o kant dupy potłuc, bo przecież diesle Skody to chłam i szmelc, a Skoda przegrywa seryjnie w procesach o wymianę tych śmierdzących diesli, które tylko chleją olej i powodują smog. No cóż, najwyraźniej oni nie muszą oglądać filmu. Mają za zadanie po prostu wrzucić jeden z przygotowanych komentarzy…
 
Jeszcze raz przepraszam z tę prowokację. Już nigdy więcej tego nie zrobię, nie będę oszukiwać ani choćby wprowadzać w błąd swoich Widzów. Ale dzięki tej akcji wiem, jakiego typu komentarze mogę od razu wywalać, by pozostać w towarzystwie ludzi, których naprawdę interesują moje opinie i którzy naprawdę chcą wymiany myśli i obserwacji, a nie tylko dorzucania „do pieca”, wywoływania kłotni.
 
A co do meritum – nie, silnik 2.0 TSI 180 nie jest w Kodiaqu moim faworytem. Naprawdę wolałbym diesla, wystarczyłoby mi tu 150 KM. Byle z DSG i 4x4. A jeśli już benzyna, to 1.4 TSI 150 z DSG.

 

 

cennik kodiaq


111 Views 0 Ratings Rate it