Kia Stinger 2.0 – polska dogrywka

Avatar Maciek Pertynski | 25/10/2017 456 Views 0 Likes 0 Ratings

456 Views 0 Ratings Rate it

Niestety, wiadomości są złe…

Złe, bo jeżeli jedynym kontrargumentem przeciwko Stingerowi jest brak flokowania w kieszeniach drzwiowych, to znaczy, że to auto po prostu trzeba mieć. Bo pali przyzwoicie, nawet na 19-calowych kołach nie boi się najgorszych polskich ulic, wciąż świetnie wygląda i jeździ, jego fotele są świetne, ergonomia doskonała, nawet audio znakomite – no to co? Będziemy pieprzyć o taniej marce, czy pogadamy o fantastycznym samochodzie?

OK, testowana wersja 2.0 Turbo o mocy 255 KM ma jedną wadę (łatwą dla koncernu Kia do naprawienia): nie można jej mieć z napędem na 4 koła. A byłoby dobrze, bo ten silnik ma naprawdę „kopa”.

Trzymam kciuki, żeby było, jak 15 lat temu z Fordem Mondeo. Marka Ford była wówczas cieniem samej siebie, model Mondeo (ten poprzedni, sprzed 2001 r.) niemal się nie liczył na rynku. Po czym jak piorun w stado owiec przywaliło w rynek nowe Mondeo i nagle – cytuję z pamięci, ale raczej wiernie – niemieccy dziennikarze pisali „Nie zdziwcie się, jeśli Wasz sąsiad, poważny młody menedżer, zamiast nowego Audi A4 nagle zajedzie pod swą willę nowym Mondeo”.

No więc nie zdziwcie się, jeśli nagle najostrzejsza rywalizacja o emocje zacznie się rozgrywać między Alfą Romeo a Kią.

Serio.


456 Views 0 Ratings Rate it