Kia e-Soul 2020

Avatar Maciek Pertynski | 10/04/2019 219 Views 0 Likes 0 Ratings

219 Views 0 Ratings Rate it

https://www.youtube.com/watch?v=zh8H1A-rNDo&feature=youtu.be

Chcę prądu?

Nie ma ucieczki przed elektryczną mobilnością. To tylko kwestia czasu, kiedy auta z silnikami spalinowymi staną się czymś dla bogatych hobbystów. Niestety – sam nad tym ubolewam, ale takie jest życie.

Nie żeby to miało nastąpić lada moment, bo wymysły biurokratów na temat tzw. flotowych zużyć i emisji to jedno, a fizyka i rzeczywistość to drugie: wciąż mówimy o bardzo drogich autach – i ogromnych ograniczeniach infrastrukturalnych. Bo przecież zaraz będą ładowarki 100-kilowatowe, to super – ale skąd dla nich prąd? Przecież to jest gigantyczny pobór! Sto tysięcy watów to w czasach, gdy Unia domaga się, by nawet najpotężniejsze odkurzacze na rynku nie miały mocy wyższej niż 900W, jakaś aberracja! Zresztą uruchommy wyobraźnię: wizja premiera Morawieckiego niesie konsekwencje w postaci konieczności postawienia ultraszybkich ładowarek na co najmniej połowie miejsc parkingowych przed hipermarketami. Czyli – powiedzmy, 500 ładowarek po 100 kWh. Razem 50 megawatów, co stanowi wydajność całkiem poważnej elektrowni miejskiej. Na jeden parking…

Tak, coś z tym trzeba zrobić. Wciąż nie chce mi wyjść z głowy wodór jako sposób na rozplątanie tego węzła gordyjskiego: mieć auta elektryczne i nie mieć problemów z ich ładowaniem, po prostu je tankować. Wodorem, gazem niezwykle powszechnym na Ziemi. Gazem, który w ogniwie paliwowym wodorowym na pokładzie np. samochodu („na przykład”, bo ten opatentowany w 1836 r. reaktor zasilał w energię elektryczną wiele innych urządzeń, w tym choćby systemy pokładowe i podtrzymania życia w statkach kosmicznych programu Apollo) wytwarza energię bez jej magazynowania w akumulatorach innych niż rozruchowe i utrzymania aktywności. Wytwarza energię nie w wyniku spalania (a przy spalaniu ZAWSZE otrzymujemy spaliny, w tym tlenki azotu), a w wyniku łączenia się z tlenem z atmosfery. Bezpośrednio, w obecności katalizatora, a więc w sposób kontrolowany, niewybuchowy. I mamy własne źródło prądu na pokładzie, nie musimy więc szukać wolnej ładowarki i po znalezieniu takowej czekać, aż nasze akumulatory odzyskają wigor choćby w śladowym stopniu…

A skąd znów te przemyślenia? Ano stąd, że wtedy nie będzie żadnych oporów przed jeżdżeniem tak fajnymi autami, jak ta Kia e-Soul. Czy jej większa siostra, e-Niro. Czy brat przyrodni, Hyundai Kona EV. Szybkimi, zrywnymi, dającymi frajdę z prowadzenia. Najnowszy członek tej rodziny, e-Soul, szczególnie mnie ujął podczas jednodniowego, ale długiego (380 km) testu: to samochód świetnie się prowadzący, znakomicie wykonany, przyzwoicie wykończony… Naprawdę chętnie bym takim jeździł na co dzień.

previous arrow
next arrow

Slider


219 Views 0 Ratings Rate it