Jeep Renegade

Avatar Maciek Pertynski | 17/09/2014 97 Views 0 Likes 0 Ratings

97 Views 0 Ratings Rate it

Jak żyć? Świat się kończy!

Przepraszam za te cytaty w tytule, ale po ostatniej wycieczce do Balocco pod Mediolanem z wrażenia wciąż jeszcze mam problemy z ogarnięciem własnej kreatywności.

Zdarzało mi się już na tym blogu wyrażać zdziwienie, że akurat Fiat – marka przez całe dekady odsądzana od czci i wiary za niską jakość produktów wszelkich należących do niej marek (nie żeby bezpodstawnie…) – nabywszy Chryslera z przyległościami (m.in. Jeepem) spowodował drastyczny wzrost poziomu jakościowego wyrobów amerykańskiego koncernu. Zdziwienie, ale połączone z pełnym szacunkiem, bo Jeepy nie tylko stały się rzeczywiście o wiele lepszymi, bardziej dopracowanymi i starannie wykonanymi autami, ale też nabrały błyskawicznie jakiegoś takiego designerskiego sznytu, jakby amerykańskie reklamy Fiata nie kłamały i rzeczywiście kontakt z produktami i producentami z Turynu i Mediolanu faktycznie potrafił zmienić proste (by nie rzec: prostackie) gusta mieszkańców USA. Krótko mówiąc: jakby rzeczywiście kubas lurowatej cieczy bazującej na wielokrotnie cedzonych fusach kawowych można było bez strat własnych zmienić w filiżankę (zgrabną, piękną, leciutką filiżankę) aromatycznego espresso. A młodzieńca co prawda z wielkiego miasta, ale noszącego się jak wiejski głupek i mającego maniery takowego, dało się błyskawicznie przemienić w odzianego w designerski garnitur elegancika, co to i brwi ma wyregulowane, i klatę wydepilowaną, i gust muzyczny, i modulację głosu posiadł…

Wszystko to jednak zbladło kompletnie, gdy okazało się, że Jeep Renegade – pierwsze auto tej marki wykoncypowane jako model poza USA, oczywiście we Włoszech, i tamże produkowane – to nie tylko pojazd o parseki oddalony od paskudnej tandety Fiata Campagnola, ale w dodatku to prawdziwy Jeep i prawdziwy włoski ragazzo w jednym. Taki i z polskiej parodii Drupiego, i z cudownego przeboju Toto Cutugno „Lasciate mi cantare” – całym swym jeep-izmem wołający „sono Italiano, Italiano vero!”

Renegade – czyli z angielskiego buntownik i indywidualista – jest bowiem samochodem jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia. I dla Fiata, i dla Chryslera. W sposób niezwykle podobny do MINI w ujęciu BMW, nawiązuje on do legendy i kultu swej marki, i nie tylko kultywuje dawne cnoty w znakomitej translacji w nowoczesność, ale również wzbogaca legendę. I to wzbogaca natychmiast.

Plączę się w zeznaniach? Być może. Jak widać, naprawdę trudno mi opisać bogactwo emocji, które wzbudził we mnie ten samochód. Samochód bardzo atrakcyjny wizualnie i świetnie wykonany. Znakomicie zrealizowany jako koncepcja. Wyśmienicie się prowadzący na drodze – i to niezależnie od sposobu prowadzenia! – i zaskakująco, po jeepowemu dzielny poza nią. Przestronny i wygodny. Dobrze wyposażony seryjnie i oferujący obfite wyposażenie opcjonalne o najwyższych standardach. Szybki z każdym z silników i specyfikacji, w jakich go prowadziłem – i z dieslami, i z benzyną, i z automatem, i z manualem.

A w dodatku bardzo inteligentnie skonstruowany – np. w wersji z napędem na cztery koła, ale bez „hardkorowego” jeepowskiego supernapędu terenowego, ma całkowicie odłączany napęd na oś tylną, gdy wystarczy napęd na koła przednie. „Całkowicie” – czyli zupełnie. Wał napędowy odprowadzający siłę napędową od sprzęgła międzyosiowego zostaje kompletnie odłączony, sprzęgłami z przodu i z tyłu, przy „dyfrze”, żeby nie generować niepotrzebnych oporów. Odbywa się to błyskawicznie, automatycznie i niezauważalnie – podobnie jak w drugą stronę, kiedy nagle pojawia się potrzeba „dopędzania”.

Ta wersja jest wariantem średnim napędu. Do wyboru są jeszcze przednionapędowa (typowa dla jakże dziś popularnego segmentu SUV) i „Trailhawk”. Ta ostatnia to specyfikacja, w której niepozorny designerski SUV-ik rodem z włoskiego Melfi pod Neapolem dysponuje takimi umiejętnościami i możliwościami, jakby był Jeepem!

A, przepraszam. Nie pamiętam, czy już mówiłem, ale to naprawdę Jeep.


97 Views 0 Ratings Rate it