291 Views 0 Ratings Rate it

https://www.youtube.com/watch?v=QSQ1QZ0EwWE&feature=youtu.be

Absolutnie wyjątkowy!

Już nie pamiętam, kiedy ostatni raz tylko z najwyższym trudem byłem w stanie znaleźć jakieś plusy w testowanym samochodzie. Pomijając to, że jeździ i się nie zepsuł podczas testu.

Ale DS3 Crossback tego dokonał. Przyciśnięty obowiązkowością, wymienię jako dobre – fotele, choć ten kierowcy się chwieje na szynach, jeśli się mocniej zaprzeć. A, no i poza dyskusją świetne są opcjonalne lampy główne matrycowe. Świetnie i dalekosiężnie oświetlają drogę, pobocze i wiele poza poboczem, znakomicie dopasowując się do warunków i nie oślepiając innych uczestników ruchu. Są w pełni samoczynne i samodzielne, aż by się chciało powiedzieć: „samorządne”. Trafia im się tylko od czasu do czasu jedna wpadka: nie dość szybko przestają pełnią swej ogromnej mocy oświetlać tablice informacyjne przy drodze, przez co ja jako ich użytkownik i kierowca częściej bywałem olśniony przez nagle zapalającą mi się w twarz wielką połać odblaskowej blachy, niż inni kierowcy teoretycznie mieliby szansę na porażenie wzrokowe potwornie silnym światłem moich Full-LED.

Ale poza tymi dwoma elementami… No dobrze, górna część kokpitu jest wykończona zamszem i miękką pianką. Ale cała reszta jest twarda, połyskliwa i tania. Ergonomia pozycji za kierownicą nie budzi zastrzeżeń – choć brak regulacji podparcia lędźwiowego owszem – za to ergonomia użytkowa to po prostu rozpacz. Wszystko wskazuje na to, że bajecznie zaprojektowane designerskie elementy tego samochodu były dla jego twórców ważniejsze niż cokolwiek innego. Wentylacja działa jak chce, a nawiewów nie da się ustawić tak, żeby wiało tam, gdzie powinno. Zresztą przy każdej próbie ustawienia nawiewów środkowych niechcący się uruchamia radio, bo jego włącznik – teoretycznie fizyczny przycisk – akurat na grzbiet grzebiącej w jego pobliżu dłoni reaguje natychmiast, bez naciskania. Za to włączniki innych funkcji, dotykowe, superczułe, mają często zupełnie w nosie, że kierowca je chce aktywować. Zresztą dalsza część regulacji – już przez dotykowy ekran – jest równie humorzasta, czasem ekran reaguje na samo zbliżenie palca, czasem nie czuje palca naciskającego, a logika interfejsu przypomina powiedzenie „po co na wprost, skoro można skomplikowanie”. Generalnie, zamiast „form follows function” z najlepszych czasów designu mamy tu formę, a funkcją niech się martwi użytkownik.

W dodatku auto nie wykorzystuje wspaniałych amortyzatorów Progressive Hydraulic Cushion, które tak zachwycają w Citroenach C4 Cactus i C5 Aircross, i które byłyby doskonale zrozumiałym dopełnieniem auta marki premium (a przecież DS właśnie jako taka powstała) nawiązującej do największych dni francuskiej awangardy technicznej – hydropneumatyki resorowania.

Ale że kompletnie nie rozumiem idei tego samochodu, pojąłem dopiero zobaczywszy, że ten plasujący się między segmentami B i C crossover, napędzany tylko i wyłącznie trzycylindrowymi silniczkami 1.2 o różnych mocach (w tym przypadku 130 KM) kosztuje przeszło 120 000 zł, a w testowanej topowej wyposażeniowo wersji aż 161 300 zł. Tak, to rzeczywiście absolutnie wyjątkowy samochód. Wyjątkowo niepojęty.

Kogo by tu spytać „Czy jest na sali lekarz?”

 

previous arrow
next arrow

Slider


291 Views 0 Ratings Rate it