Nissan Pulsar ‘2014

Avatar Maciek Pertynski | 01/10/2014 20 Views 0 Likes 5 On 1 Rating

20 Views 5 On 1 Rating Rate it

Cały pogrzeb na nic!

Tym genialnym okrzykiem legendarny Franc Fiszer podsumował kiedyś uroczystość, w której prowadzącemu ceremonię pomyliły się okoliczności śmierci, a nawet nazwisko żegnanego zmarłego.

Ja co prawda nie pomyliłem danych, ale muszę oficjalnie stwierdzić, że zarówno pogłoski o śmierci Nissana, jak i wyprawiony mu przeze mnie pogrzeb były dalece przedwczesne.

Bo japońska ikona podniosła się w wielkim stylu znad grobu, do którego od kilku lat zmierzała z konsekwencją godną lepszej sprawy.

Pierwszym przejawem, że za kamieniem zawalającym miejsce spoczynku w grocie coś się dzieje, był nowy (aktualny) Qashqai. Choć jego poprzednik był naprawdę dobrym autem – tak dobrym, że stał się „holownikiem” całej marki – Japończycy pokazali, że potrafią jeszcze lepiej. I aktualny Qashqai jest w stanie stawić czoło nawet najbardziej wykręconym w kosmos rywalom, choćby i premium.

Ale nawet tak zaskakująco dobry samochód nie zapowiadał tego, czym Nissan zaskoczył świat motoryzacji we wrześniu 2014, gdy na drogi wyjechał Pulsar. Samochód niebywale ważny dla firmy, która kiedyś była jednym z najważniejszych graczy w klasie kompaktowej, a która z tej klasy znikła, przedstawiając SUV (crossover?) Qashqai jako swój samochód kompaktowy.

Co można powiedzieć w największym skrócie o nowym kompakcie Nissana? Same dobre rzeczy. Jest normalnym, choć może nieco wyższym od przeciętnej autem tego segmentu, ale o wnętrzu wielkości samochodu klasy średniej. DUŻEGO samochodu klasy średniej! I to wnętrzu naprawdę wygodnym, nie tylko przestronnym, ale i sensownie urządzonym, wyposażonym m.in. w bardzo dobre – aż nie po japońsku dobre! – fotele, ukształtowanym wedle zasad europejskiej ergonomii i bardzo dobrze wyciszonym. Materiały wykończeniowe są twarde, ale z pewnością nie mają nic wspólnego z tym, co koncern Renault-Nissan lubi stosować, by obniżyć koszty – i znakomicie spasowane. W kabinie nic nie skrzypi, nie trzeszczy – właściwie o tym, że mimo wszystko jest to pojazd z budżetowej klasy cenowej, świadczy tylko tanie wykończenie przełączników na kierownicy (srebrzanka) i pusty brzdęk przy zamykaniu drzwi. Lekkich, cienkich – za to dobrze izolujących akustycznie, jak wspominałem.

Testowałem auto z bazowym silnikiem benzynowym, 4-cylindrową jednostką 1.2 turbo o mocy 115 KM. Zwróćcie uwagę: duże, dość ciężkie auto i silniczek 1.2. Do tej pory na taką śmiałość pozwalały sobie tylko marki z Grupy VW, gdzie małe silniki turbo produkowane są od wieków i z samych doświadczeń własnych wynika perfekcja konstrukcyjna. Nissan dotąd nie robił takich eksperymentów, szczytem ekstrawagancji był 1.2 z kompresorem – ale w modelu Micra. Podchodziłem więc do swojego Pulsara jak pies do jeża. I nagle szok! Ten samochód jedzie! Jednostka napędowa jest może i mała, ale ambitna wściekle – przy czym nie chodzi tylko o to, że można ją zmusić do w miarę żwawego popędzania Pulsara, wypruwając z niej flaki na maksymalnych obrotach. Nie, bardzo ładnie daje sobie radę już od 1500 obr./min, nawet na szóstym przełożeniu znakomicie zestopniowanej skrzyni o bliskim perfekcji systemie przełączania biegów. Bo Pulsar ma zawsze 6 biegów, co z pewnością w tej klasie normą nie jest…

A w dodatku Pulsar imponuje zachowaniem na drodze. Znakomicie reaguje na ruchy kierownicą i trzyma się świetnie podłoża, nawet jeśli w szybkim skręcie pojawiają się nierówności zwykle powodujące nerwowe podskoki auta i gwałtowne zmiany toru jazdy. Pulsar traktuje je może nie z obojętnością, ale ze spokojem.

A na okrasę Nissan naprawdę sensownie go wyposaża, więc da się kupić Pulsara za bardzo rozsądne pieniądze, bez dopłacania za opcje niepotrzebne przeciętnemu użytkownikowi kompaktowej klasy. Ani za diesla, bo ta benzyna nie wymaga tankowania co wieczór, jest przyjemnie oszczędna. Nie rekordowo, ale przyjemnie.

Welcome back, Nissan!

PS. No dobrze, oczywiście wspomnę również o nowym X-Trailu. Nie wstrząsnął mną w takim stopniu jak Pulsar – ale takiego wstrząsu nie przeżyłem już dawno. X-Trail jest niewątpliwie o wiele lepszy od poprzednika, który przecież nie był takim znów beznadziejnym autem. Wręcz przeciwnie. Ale ten nowy jest lepszy. Jest po prostu bardzo poprawnym samochodem, w pełni przystającym do wymogów nowoczesności. A że nie chwyta za serce? Nie każdy musi.


20 Views 5 On 1 Rating Rate it