Audi A6 Avant 50 TDI

Avatar Maciek Pertynski | 19/10/2018 912 Views 0 Likes 2 On 1 Rating

912 Views 2 On 1 Rating Rate it

&feature=youtu.be

Piękne kombi nazywają się…

Avant. Oczywiście. Ale stare hasło reklamujące modele kombi marki z Ingolstadt nie do końca mnie dziś przekonuje – po prostu SUV-y także mają kształty kombi, a w dodatku często są to kombi ładniejsze od kombi klasycznych. Np. Audi Q8 to po prostu wymarzona ilustracja do „Schöne kombis heißen Avant”. Przynajmniej w moich oczach jest o wiele bardziej interesujące od A6 Avant, które jest bardzo ładne, ale żeby piękne? Już dawno nie. Slogan powstał bowiem 40 lat temu wraz z wprowadzeniem 5-drzwiowej wersji Audi 100 C2, którego nadwozie ma dziś odpowiednika w modelu A7 – tak, chodziło o liftback. A A6 Avant to kombi.

I to już od dawna bardzo zwyczajne kombi. Czyli – w klasie wyższej – auto, w którym użyteczność jest najważniejsza, potem elegancja, dalej komfort i dopiero piękno. Podkreślę jeszcze raz: Audi A6 Avant jest bardzo ładne, ale trzy priorytety wymienione powyżej mają znaczenie daleko wykraczające poza urodę. Bo rywalami są tu BMW 5 Touring i Mercedes E Combi – które nigdy nie próbowały być czym innym niż ogromnym, superkomfortowym kombi. A więc właśnie takie jest i A6 Avant.

W najnowszym swym wcieleniu jest jednak także nośnikiem ultranowoczesnych techonologii. I to także było nieuniknione po tym, jak Mercedes klasy E na krótko przebił nawet klasę S w zaawansowaniu technologicznym w zakresie przede wszystkim systemów wsparcia i ochronnych – ale także jakości układu jezdnego. A BMW w swej najnowszej „piątce” zapewniło swym klientom mnóstwo „towaru” w tych dziedzinach, ale wyraźnie pozostawiając miejsce na kogoś trzeciego.

Już limuzyna A6 pokazała, kim jest ten trzeci – i choć pod względem ultrakomfortowych zachowań zawieszenia nie pokonało Airmaticu (zawieszenia pneumatycznego) Mercedesa klasy E, to wylądowało zaledwie o cień niżej. Bo jednak stuttgarckie modele od klasy wyższej wzwyż poza luksusowym resorowaniem zapewniają bardziej kulturalne radzenie sobie z krótkimi nierównościami poprzecznymi – zmorą dla wszystkich zawieszeń niekonwencjonalnych. Ale już BMW w tym zestawieniu przestało się liczyć zupełnie – owszem, jako „sportowa limuzyna” (tradycja właśnie tego modelu) wciąż jest pierwszym wyborem dla wielu, ale jako luksusowe kombi nie ma szans ani z Mercedesem, ani Audi. To ostatnie jest w dodatku światową awangardą w dziedzinie systemów wsparcia i ochrony oraz ultranowoczesnych układów sterowania systemami pokładowymi. Tak więc A6 Avant ma się czym wyróżnić – ale absolutnie nie stawia w pierwszym rzędzie swym najważniejszych zalet urody.

Testowany Avant był w wersji 50 TDI, czyli z turbodieslem V6 o pojemności 3,0 l – co oczywiste dla każdego, o ile ten każdy np. mocno się upalił, bo nikt normalny nie byłby w stanie się zorientować najnowszych, w jakże rozkosznie nielogicznych oznaczeniach Audi. Moc – 286 KM. Moment obrotowy – 600 Nm. Potwór! Do tego znakomity napęd na cztery koła (ten, o którym fani quattro mawiają „prawdziwy”) i świetna 8-stopniowa automatyczna skrzynia biegów. Bajka, tylko jeździć… Niestety, podobnie jak w pozostałych modelach Audi z tym silnikiem, które tu prezentowałem (A6, A7, Q8 i A8), z tak fantastycznym zespołem napędowym auto z najwyższym trudem rusza z miejsca – bo, jak się dowiedziałem od przedstawiciela Audi, potwierdzając swe podejrzenia, trzeba było właśnie tak oprogramować ten silnik i tę skrzynię, by uzyskać homologację wg normy WLTP i RDE na poziomie pozwalającym uniknąć płacenia kar za podwyższoną emisję CO2. Kretyństwo? Jasne. Ale nie Audi, a legislatorów – WLTP i RDE wprowadzono, by poziom spalania podawany przez producenta był bliższy prawdziwemu, temu, który uzyskują normalni użytkownicy. Jak widać, tylko wyrzucono pieniądze, bo jak tylko się skończy proces homologacji, silnik dostanie docelowe oprogramowanie, pozwalające wykorzystywać jego możliwości.

Wspaniały samochód ze wspaniałym napędem, fantastycznym zawieszeniem i układem kierowniczym (w teście nawet z czteroskrętem, by obciąć ze średnicy zawracania jakieś 1,5 m i zapewnić lepszą stabilność przy wyższych prędkościach), wyposażony w systemy wsparcia pozwalające na co najmniej 3. stopień autonomiczności jazdy (co daje wściekle wyśrubowany poziom bezpieczeństwa czynnego i współkierowanie autem przez komputer)… Cudo po prostu. Ale póki nie wprowadzą nowego oprogramowania, nie idźcie na jazdę testową, bo się rozczarujecie. I niepotrzebnie skreślicie auto, które jest jednym z najlepszych na rynku.


912 Views 2 On 1 Rating Rate it