Ford Kuga 2.0 TDCi 163 2013

Fordy są dość trudne do jednoznacznego opisania. Od dłuższego czasu bowiem ich stylistyka znacząco odbiega nie tylko od tej stosowanej w konkurencyjnych produktach, ale także od oczekiwań sporej części potencjalnych klientów. Okazuje się, że wielu ludzi wsiada na jazdę próbną Fiestą, Focusem, B-Maxem, C-Maxem czy właśnie Kugą i nawet jeśli potem wysiadają zachwyceni prowadzeniem auta, jego resorowaniem, hamowaniem, osiągami, to nie są w stanie przeskoczyć poczucia przytłoczenia. Bo tak właśnie działa przeraźliwie szeroka (ogranicza w naprawdę poważny sposób miejsce na nogi) konsola środkowa tych modeli Forda z klawiaturą pośrodku kokpitu – klawiaturą podobno inspirowaną designem modnych telefonów komórkowych. Tak przynajmniej twierdził szef Forda ds. Designu, Martin Smith, prezentując to rozwiązanie wraz z nowym Fordem Fiesta w roku 2008.


No cóż, nawet jeśli to prawda, to pan Smith, który jest starszy nawet ode mnie, musiał się zacząć inspirować bardzo dawno temu. Bardzo starymi telefonami. Nawet jeśli były wówczas modne… Chyba efektem tego właśnie jest uparte stosowanie jako wyświetlaczy do systemu sterowanego tą klawiaturą ekraników na poziomie właśnie mocno starszawych modeli telefonów: nie dość, że małe, to jeszcze monochromatyczne. Śladowe ilości kolorów da się zauważyć tylko w trybie mapy (jeśli auto ma na pokładzie nawigację), a i to doznanie będzie udziałem wyłącznie największych ostrowidzów. Bo maleńki ekranik montowany jest daleko pod przednią szybą, w głębi tunelu.

Takie rozwiązanie ma jeszcze jedną wadę: o ile nawigacja jest do przeskoczenia, bo w końcu ona do kierowcy gada, więc i tak jako-tako wiemy, dokąd jechać, o tyle reszta funkcji załatwianych przez ekranik jest po prostu nieobsługiwalna w czasie jazdy, bo po pierwsze, wymaga to znalezienia właściwego przycisku na konsoli, a po drugie, trzeba jeszcze dostrzec na ekraniku, co właściwie mamy do wyboru. Lepiej więc załatwiać wszystkie swoje interesy multimedialne z Fordami na postoju.

Dlaczego tyle o tym ględzę? Bo testowa Kuga miała poza wszystkimi innymi bardzo fajnymi systemami podnoszącymi przyjemność i komfort jazdy (jak dobre stereo, bardzo sprawny system łączności bluetooth, w tym streamingu muzyki) czy bezpieczeństwo (poza samodzielnym kierowaniem i rozpoznawaniem drogi/przeszkód w nocy – są wszystkie systemy wsparcia) – no więc Kuga miała jeszcze świetnie umiejscowioną i doskonale pokazującą całe otoczenie z tyłu pojazdu kamerę cofania. Ale korzystanie z niej najlepiej wychodziło mojemu synowi, który ma tak fantastyczny wzrok, że byłby chyba w stanie zawstydzić niektóre sokoły. Ja jestem przeciętniakiem. Z odległości 1 m (prawie dokładnie tyle dzieli oczy kierowcy od ekranu, o którym mowa) na powierzchni o rozmiarach paczki papierosów nie potrafię od jednego rzutu okiem rozpoznać widoku. I nie umiałbym, nawet gdyby ekranik miał rozdzielczość jak ekran Retina w iPhone’ie (a nie ma).

A tak w ogóle Kuga jest po prostu Fordem. Fantastycznie się prowadzi, właściwie nigdy nie zaskakuje kierowcy, zapewnia znakomitą trakcję (kompletnie niezauważalnie pracuje system rozdziału momentu obrotowego między osie) i mile wygodną jazdę. Jej zawieszenie nie jest tak komfortowe jak w Mondeo, ale też nie aż tak usportowione jak w Focusie. Takie pomiędzy. I to się znakomicie sprawdza. Szkoda tylko, że nawet turbodiesel o mocy 163 KM nie jest w stanie wykrzesać z tego Forda lepszych osiągów. Mam przekonanie graniczące z pewnością, że krótsze przełożenia skrzyni biegów mogłyby sporo w tym pomóc. Bo ta, która jest, doskonale się sprawuje i przełączanie biegów stanowi frajdę samą w sobie, ale nie daje ani dynamiki, ani szczególnej oszczędności.

Czerwiec 2013

Zrzut ekranu 2013-09-2 o 08.39.15

Zrzut ekranu 2013-09-2 o 08.38.43

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.