Porsche Boxster S

Wyobraź sobie jakie piękne byłoby życie, gdyby przebiegało odwrotnie niż dotychczas. Zaczyna się od tego, że kilku eleganckich gości przynosi cię w skrzyneczce i od razu trafiasz na imprezę. Żyjesz sobie spokojnie jako starzec w domku. Stajesz się coraz młodszy. Pewnego dnia dostajesz odprawę w postaci grubszej gotówki i idziesz do pracy. Pracujesz jakieś 40 lat i poznajesz uroki życia. Zaczynasz pić coraz więcej alkoholu, coraz częściej chodzisz na imprezy, coraz częściej uprawiasz seks. Jak już masz to opanowane, jesteś gotów, żeby trafić na studia. Potem idziesz do szkoły. Coraz mniej od ciebie wymagają, masz coraz więcej czasu na zabawę. Robisz się coraz mniejszy, aż trafiasz do… hmm, gdzie pływasz sobie ciepło przez 9 miesięcy wsłuchując się w uspokajający rytm bicia serca. A potem nagle BĘC i Twoje życie kończy się orgazmem. I czy tak nie byłoby lepiej i przyjemniej?


To bardzo stary monolog z jakiegoś kabaretu. Nigdy specjalnie do mnie nie przemawiał, ale… Ale ostatnio zacząłem mieć wątpliwości, czy takie anty-curriculum vitae nie byłoby jednak w jakimś stopniu fajne. Bo jedną z konsekwencji takiego odwrócenia sytuacji byłoby ogromne prawdopodobieństwo, że pierwszym nowym Porsche człowiek mógłby jeździć, mając jeszcze na głowie włosy (w naturalnym kolorze, nie srebrne), gładką skórę, lepszy wzrok, wyższą odporność na ryzyko i przeciążenia… I w ogóle, lepiej się nadając za kierownicę auta tej marki.

Muszę tu wyznać, że żywiąc zawsze najwyższy podziw dla legendy, ale przede wszystkim rzeczywistości, a więc niewyobrażalnej perfekcji i poziomu technicznego samochodów marki Porsche, nigdy żadnego nie pożądałem. Pojeździć? – Tak! Ale mieć? Nie. Aż tu wtem! (wiem, to z „Tytusa, Romka i A’Tomka, ale jakże pasuje!) zakochałem się w jednym z modeli tej marki! W dodatku wcale nie w statecznej (acz przeraźliwie szybkiej i zwinnej mimo wielkości i masy) limuzynie Panamera, a w najmniejszym z produkowanych Porsche.

Pojeździłem sobie mianowicie przez tydzień najnowszym wcieleniem Boxstera S. I naprawdę nie chciałem go oddać… Nie lubię kabrioletów, ale ten bym wziął natychmiast.

Do mojego Garażu Marzeń…

Czerwiec 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.