BMW serii 2

„Dwójka” to po prostu inna wersja nadwoziowa „jedynki”. To przecież oczywiste. Wszystko – silniki, skrzynie biegów, układy jezdny, przeniesienia napędu i hamulcowy, płyta podłogowa, nadwozie aż po tylne nadkola i kabina niemal w całości – wszystko to jest przejęte bez zmian z pierwszego kompaktu BMW. Tyle że przyprawiono to masą marketingowego sosu, w którym „dwójka” ma nie tylko inaczej smakować, ale też zrobić tak dalece inne i szlachetne wrażenie, by uzasadnić różnicę cen wobec „jedynki”. A ta jest ogromna, bo w zależności od wersji wynosi od 23 do niemal 40 tysięcy złotych. Jedno wielkie oszustwo.

Dziś miałem okazję krótko sprawdzić tę wiedzę. I niestety to prawda: modele serii 2 są wyraźnie droższe od ich odpowiedników z serii 1. Ale poza tym sytuacja wygląda jak w starym dowcipie o Radiu Erewan: wszystko się zgadza, ale… etc.*

Jasne, że wszystkie wymienione wyżej elementy są w dużym stopniu wspólne dla obu tych modeli. Ale „dwójka” to kompletnie inny samochód. Pod właściwie każdym względem. Silnik inaczej brzmi, zupełnie inna jest charakterystyka układu jezdnego, inne są reakcje auta na ruchy kierownicą i zmiany obciążenia… „Dwójka” to znacznie bardziej komfortowo zawieszony samochód – oczywiście nie ma mowy o bujaniu się nadwozia, to nie pod tym adresem, ale w bezpośrednim porównaniu różnica w resorowaniu jest ogromna. Zupełnie inaczej też auto pokonuje zakręty – wykazuje dużo mniejszą podsterowność na wejściu, a wyraźną skłonność do lekkości tylnej osi na wyjściu. Jeśli człowiek się umie tym posłużyć, frajdy jest dużo. Miałem do czynienia z samochodem na letnich oponach na wilgotnym asfalcie przy temperaturze ok. 4-5 st. C, więc wszystkie te zachowania były bardzo wyraziste – tym bardziej że pod maską miałem 326 KM w topowej wersji M235i. Powiedzieć, że ten silnik to poezja, to użyć niedopowiedzenia. Moc jest tak potworna, że gdy wdepnie się gaz w podłogę podczas jazdy z prędkością 120 km/h, auto zaczyna zamiatać pupą po jezdni. Przyznam się, że w tym warunkach drogowych przemknęło mi przez myśl absolutnie świętokradcze stwierdzenie „wolałbym mniej mocy, a więcej kontroli”. W październiku zeszłego roku byłem o krok od kupienia odpowiednika tego auta, modelu M135i, więc mam „materiał porównawczy”. I powiem tak: prowadząc „jedynkę” z tym silnikiem nigdy w życiu bym nie marzył o mniejszej mocy. Po prostu za nic nie wyjechałbym w M135i na letnich oponach na wilgotny asfalt przy 4-5 st. C.

Cholerny koszmar… Teraz mam zajęcie na bezsenne noce: jak uzbierać pieniądze na „dwójkę”, która poza wszystkim innym jest oszałamiająco pięknym autem. W moich oczach chyba najpiękniejszym w palecie BMW.

*Dla tych, którzy nie znają serii dowcipów o Radiu Erewan z czasów Związku Radzieckiego: „Podobno w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody! – Wszystko się zgadza, ale nie w Moskwie, a w Leningradzie; nie na Placu Czerwonym, a na Newskim Prospekcie; nie samochody, a rowery; nie rozdają, a kradną”.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.