Opel Adam Slam 1.4 100

Świetny pomysł: prezentację i pierwsze jazdy pierwszym lifestyle’owym Oplem przeprowadzono na samym początku wakacji w Trójmieście – z bazą w Sopocie, gdzie znów po latach stagnacji warto się pokazać. I warto mieć się w czym pokazać.


Ja cały rok łażę w dżinsach, t-shircie i kamizelce wędkarskiej z kieszeniami pełnymi „przydasiów”, jestem raczej abnegatem i na modzie się absolutnie nie znam – ale świadomość, że będę jeździć takim cukiereczkiem, tak znakomicie zaprojektowanym samochodzikiem nawet we mnie wywołał coś jakby śladową potrzebę ubrania się nieco staranniej. Może w dżinsy z wydartymi dziurami, jaskrawoczerwone trampki bez palców, może zamiast kamizelki powinienem mieć artystycznie obszarpaną torbę na ramię… Hmmm…

Dałem odpór i nie pozwoliłem wieść (wieźć?) się na pokuszenie. W zamian spędziłem upojne 5 minut na wyjeżdżaniu z parkingu (na zdjęciu widać, jak zaparkowany był mój żółtkowy Adaś, co mi wlazło na ambicję „co, ja nie wyjadę?!”), po czym ruszyłem na wąskie uliczki Sopotu przy hotelu Haffner. Dróżki te charakteryzują się wyjątkowo niereprezentacyjną nawierzchnią, w dodatku co chwilę okraszoną progami spowalniającymi, przez co od pierwszej chwili obraziłem się na twarde jak decha autko.

Zanim dojechałem do góry, do przelotowej Grunwaldzkiej, było jeszcze gorzej, bo choć w Sopocie wiele się dzieje, niektóre ulice mają jeszcze nawierzchnię z czasów przedkapitalistycznych. A koleiny na nich potrafiłyby poprowadzić tramwaj jak po torach. W takiej sytuacji wyposażony w 18-calowe koła i obniżone, sportowe zawieszenie Opel Adam w topowej wersji Slam zachowywał się po prostu skandalicznie. Na szczęście nie trwało to długo. Jak tylko asfalt zaczął bardziej przypominać nieco lepiej zadbane nadmorskie kurorty, jazda małym modnisiem zaczęła mi się bardzo podobać. 100-konny silnik, choć nie ma w sobie nic z ulranowoczesnych wymysłów konkurencji – to po prostu jednostka wolnossąca, zbudowana według zasad sprzed dekady co najmniej – zachowuje się bardzo poprawnie, nie jest drażniąco głośny, a przy tym wykazuje się naprawdę sporą żwawością. Nawet pod trzema dorosłymi osobami (kolega z Krakowa został przemocą wtłoczony na tylną kanapę, by zweryfikować przechwałki Opla, jakoby Adam był pełnowartościowym samochodem 4-osobowym) okazał się pojazdem zdolnym do całkiem dobrych przyspieszeń. Proszę więc nie patrzeć na parametry – w mieście zryw do 100 km/h nie ma znaczenia, a do 60-70 auto skacze naprawdę sprawnie. Całkiem OK. Co prawda kolega Krakus na kanapie za mną nie miał zachwyconej miny, ale też nie wyglądał na szczególnie upokorzonego czy skatowanego. Dla nawet nieco większych dzieci tylna cześć kabiny z pewnością wystarczy.

Mam jednak wrażenie, że dla dziecka najlepszym miejscem jest to za kierownicą. Dziecka mającego już prawo jazdy, a rozpieszczanego przez rodziców. Bo Adam to samochód łączący w sobie całkiem poważny charakter zabawki dla dużych dzieci z wdziękiem ukochanych przytulanek z dzieciństwa.

Pozostała jeszcze kwestia pochodzenia tytułu. Otóż jest to wyimek z wypowiedzi nawigacji – mającej postać aplikacji do pobrania z AppStore na iPhone’a. Kiedy naprowadzała mnie na zjazd w stronę hotelu, usłyszałem w pewnej chwili: „Wkrótce przygotuj się do jedź prosto w prawo”… Tu już zachwycony nie byłem. Za to możliwość obsługiwania Siri (wirtualnej asystentki w iPhone’ie) z poziomu kierownicy, mikrofonu i głośników auta była bardzo pomocna. W czasie jazdy zleciliśmy Siri powiadomienie organizatorów jazd, że zaraz będziemy i że chcemy, by czekało na nas piwo. I czekało. Super!

Czerwiec 2013

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.