Volkswagen Tiguan Allspace 2.0 TDI DSG 4Motion

To wszystko wina DEKRA i Winterthur!

Mam kilka potężnych fobii. Większość wiąże się z nadmiarem wyobraźni, ale nie boję się duchów, wampirów, zombie etc. Nie, moja wyobraźnia dotyczy zdolności dostrzegania implikacji niewłaściwych rozwiązań technicznych. Jak np. brak wystarczającego podparcia drabiny, niestosowanie zimowych opon w zimie etc.

Jedną z tego typu fobii jest kwestia wyobrażania sobie zachowań aut – ale przede wszystkim ludzi w nich podróżujących – w chwili kolizji. Nie da się ukryć, że wielka w tym zasługa niemieckiego specjalistę w dziedzinie audytów motoryzacyjnych DEKRA oraz szwajcarskiego przedsiębiorstwa ubezpieczeniowego Winterthur. Przez wiele lat bywałem bowiem zapraszany na organizowane przez tych dwóch potentatów na rynku motoryzacyjnym pokazy, na których można było na żywo oglądać crash testy różnych uczestników ruchu drogowego. To tam np. „zakochałem się” w samej idei Smarta – bo po jego zderzeniu z Mercedesem klasy S okazało się, że klatka szkieletu Smarta (tzw. Tridion) ma niewiarygodną trwałość i odporność, porównywalną tylko z najwyższymi standardami klatek ochronnych w samochodach klasy WRC. Po zderzeniu Smart po prostu był nietknięty – nie licząc nieważnych przecież w takiej sytuacji elementów poszycia karoserii, które odpadły lub się połamały. Początkowy entuzjazm szlag trafił, kiedy organizatorzy pokazali, że energia uderzenia musi się na czymś wyładować. A skoro nie na szkielecie auta, to oczywiście, na jego zawartości. Tej miękkiej…

Ale to dygresja. Istotniejsze jest to, że pokazywano tak także kolizje przez najechanie. Chwalono inteligentne zagłówki, elastycznie „wyłapujące” ciało oparcia foteli, ale przede wszystkim strefy kontrolowanego zgniotu. Właśnie: strefy…

W przypadku aut, w których głowy pasażerów są oddalone o kilka, najwyżej kilkanaście centymetrów od tylnej krawędzi auta, mówiono dobitnie, że strefa kontrolowanego zgniotu jest niewystarczająca. I nie trzeba wcale doktoratu z fizyki czy dyplomu inżyniera, by to pojąć. Spójrzcie na poniższe zdjęcia:

Kiedy siedzę na foteliku 3. rzędu, mój kark znajduje się dokładnie na wysokości tylnego końca koła. Jakieś 50 cm od krańca zderzaka. Zderzak jest plastikowy. Jedyną strukturą ochronną między zderzakiem, a moim karkiem, jest tak naprawdę tylna część płyty podłogowej. Która oczywiście potrafi zaabsorbować wystarczająco dużo energii, by w połączeniu z oparciem i zagłówkiem uchronić mój kark przed poważniejszymi obrażeniami przy homologacyjnych testach zderzeniowych. Ale (znów kłaniają się DEKRA i Winterthur) zderzenia w PRAWDZIWYM ŚWIECIE nie chcą być homologacyjne. Wystarczy, że za mną będzie ciężarówka. Taka ze stalową sztabą, ceownikiem o grubości centymetra w charakterze zderzaka. Oczywiście, na wysokości innej niż płyta podłogowa osobowego auta. Jak ta, która załatwiła kręgosłup mojemu ortopedzie (szewc bez butów chodzi, ha ha…). Wyładowana złomem, jak nie wyhamowała, to wcisnęła go w poprzedzający go autobus i w jego całkiem dużym i nowoczesnym Nissanie Primera „zakotwiczyła” tuż za oparciem jego fotela. Fotela kierowcy. Na szczęście jechał sam. Czyli pokonała jakieś 2 m PRAWDZIWEJ strefy kontrolowanego zgniotu i kabiny. Tu – w 3-rzędowych autach europejskich (amerykańskie są gdzieś tak o metr-półtora dłuższe, gdy mają 3. rząd siedzeń) – za trzecim rzędem jest tylko pół metra. I dlatego nawet jeżeli kiedyś będę miał wnuki, to najwyżej będę je wozić na raty. Na pewno nie posadzę nikogo o pół metra od krańca auta…

(Żeby nie było: takie same przemyślenia mam, gdy widzę ludzi siedzących na tylnej kanapie Daewoo Tico, VW up!-a czy podobnych wynalazków, o motocyklistach nie wspominając…)

Ale poza tym Tiguan Allspace jest kapitalnym autem, niezwykle komfortowym, obszernym, przestronnym. Świetnym. Tylko niepotrzebnie igra z moją wyobraźnią…

cennik tiguan_allspace

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.