Mało kto wie, że określenie tego sportowego kompaktu pochodzi od wyścigu Tourist Trophy, rozgrywanego od 1907 r. na brytyjskiej wyspie Man.
To kwestia tradycji, bo wygrywały tam niegdyś auta marek, które współtworzyły później koncern Audi. I techniki, bo właśnie nowinki techniczne pozwalały zdobywać przewagę – a Audi i dziś technikę („Przewaga dzięki technice”) niesie na swych sztandarach. Stąd i inne rozwinięcie akronimu nazwy modelu: „Tradycja i Technika”. Można i tak – ważne, że chodzi o sportowy kompakt Audi: TT.

To już trzecia generacja auta, które oparte jest na podzespołach uniwersalnych Grupy VW – co niechętnym pozwala na sarkastyczne uwagi o „kolejnej wersji Golfa”. Ale podobnie jak obie poprzednie generacje, samochód ten ma absolutnie niepowtarzalny, własny charakter. Zachował i teraz najważniejsze cechy poprzedników, a więc przede wszystkim linię i proporcje, ale cała treść tej formy jest kompletnie nowa. Najbardziej rzuca się to w oczy, kiedy człowiek zajrzy do kabiny: czeka tu na kierowcę i pasażerów coś, co wypadałoby nazwać „awangardową klasyką” albo „klasyczną awangardą”. Kokpit jako pierwszy w całej Grupie VW wyposażono w całkowicie wirtualny zestaw wskaźników, którego wygląd i zawartość można dość dowolnie konfigurować. Co ciekawe, ten wyświetlacz jest jedynym ekranem w kokpicie – nie ma mowy o żadnym oddzielnym systemie infotainment czy nawigacji. Wyświetlacz przed oczami kierowcy (seryjny!) jest zarazem jedynym miejscem, gdzie pojawiają się informacje (konsekwentnie, nie ma mowy także o rzutniku na szybę, przeziernym ekranie Head-up Display). Jak z tego wynika, nowe Audi TT nie będzie brało udziału w programie „mirroringu” (odzwierciedlania, przejmowania funkcji) smartfonów – ani z systemem iOS Apple, ani Androidem, ani jakimkolwiek innym. No cóż, takie mamy czasy, że można się wyróżnić, nie podłączając się do smartfonu.

Ale to dalece niejedyny wyróżnik kabiny. Audi od dawna przyzwyczaiło nad do minimalizmu stylistycznego kokpitów w autach poniżej klasy średniej, a deski rozdzielcze modeli A1 i A3 są w wielu uczelniach technicznych i plastycznych postrzegane i przedstawiane jako wzorce. Ale w tym wcieleniu TT Audi poszło o krok dalej. Niewiele brakuje, by w ogóle nic nie zostało… Zresztą, popatrzcie sami na zdjęcia. Warto zwrócić uwagę na rozwiązanie sterowania klimatyzacją: regulatory i włączniki wkomponowano w piasty dysz nawiewu!

Na szczęście poza kokpitem znajdziemy tu to, do czego się w Audi przyzwyczailiśmy: znakomite, choć nieco za wysoko umieszczone fotele, iście wyśrubowaną jakość tworzyw i spasowania (choć bardzo łatwo tu znaleźć elementy, które tylko WYGLĄDAJĄ premium, ale wykonane są z twardych plastików…). Kabina jest całkiem przestronna, ergonomia bliska perfekcji, a zakres regulacji kierownicy – aż za duży, jeśli wziąć pod uwagę niemożność niższego opuszczenia siedziska.

Pod maską – aktualne silniki Grupy VW: 2.0 TFSI w wersjach 230 i 310 KM oraz 184-konny TDI. Jeździłem 230-konnym samochodem benzynowym i…

W największym skrócie mówiąc, jeździ się tym fantastycznie, nawet jeśli twardość zawieszenia i zamontowane na kołach auta testowego koła 20-calowe niemal uniemożliwiają pokonanie np. przejazdu kolejowego czy typowych dla dróg 3. klasy wertepów inaczej niż w tempie baaardzo zmęczonego pieszego. Jeśli jednak asfalt jest choć niezły, „tetetka” pozwala na takie rzeczy, że kierowca łatwo może wpaść w uniesienie, z którego ściągnąć na ziemię mogą go organa porządkowe… I na nic nie zda się tłumaczenie, że nowe TT pozwala nad sobą panować w takim stopniu, że nie trzeba wielkiego doświadczenia, by uzyskać znakomite czasy na torze. Tym bardziej że najnowszej generacji napęd quattro (nieobowiązkowy, ale jakże inaczej?!) potrafi na życzenie zachowywać się jak w samochodzie tylnonapędowym, więc na śliskim podłożu, po odłączeniu ESP, jazda bokami staje się wręcz obligatoryjna!

Znakomite auto, bez dwóch zdań. Widziałem już jego wersję roadster – i nie mogę się doczekać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.