To nie fair…

Vany coś w sobie mają. Nie sądzę, żebym był osamotniony w jakichś nieokreślonych skojarzeniach z mikrobusem pełnym młodych ludzi, którzy zwiedzają świat takim sposobem.
Jasne, „Ogórek” był tylko jeden, i choć ten Volkswagen był jednym z najgorszych konstrukcyjnie mikrobusów w historii, to jednak „zrobił” scenę dla samochodów opartych na dostawczych konstrukcjach.

Dziś ten segment ma zupełnie inne konotacje. Najlepiej widać to właśnie po tym busiku. Ford Tourneo Connect jest potomkiem wspaniałego dostawczaka, którego linię kontynuuje dziś Transit, ale dzisiejszy Transit nie budzi takich skojarzeń. A pierwszy model Forda o ten nazwie – owszem. Ale dziś całą sympatię związaną z takimi emocjami można z czystym sumieniem – ba, z pełnym entuzjazmem – przelać na właśnie Tourneo Connect. To znakomity samochód, doskonale spełniający podstawową rolę, dla której powstał – czytaj: niewiele jest ładunków, których nie dasz rady tu upchnąć. Ale zarazem jest znakomitym autem dla młodych ludzi, którzy chcą gdzieś wyskoczyć na rowery, na narty, w góry… Pakowanie będzie łatwe: co komu przyjdzie do głowy, można po prostu wrzucić do środka, nie patrząc nawet, czy wejdzie. Bo wejdzie bez wątpienia. Synalek z czterema kolegami i 5 rowerami oraz górą gratów wyskoczył takim samym na 4-dniowy BMX-owy biwak i nawet kierowcy nic tylnej szyby nie zasłaniało. Jak się dowiedział, że mam takiego w teście, to od razu usiłował mi go podkraść.

To niesprawiedliwe, że jak byłem w jego wieku i też miewałem potrzeby „aktywno-rekreacyjne” (rowerowe, narciarskie, biwakowe etc.), to można było najwyżej Warszawę Kombi kupić. A to w żaden sposób nieporównywalne. Bo Tourneo Connect w dodatku jest szybki, bardzo fajnie się prowadzi, zapewnia wygodne siedzenia i mnóstwo miejsca, a w takiej specyfikacji jak testowany, w dodatku praktycznie nie zużywa paliwa (1.6 TDCi 115), automatyczna klima dba o świetną atmosferę, jest niezłe stereo…

To nie fair!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.