Łatwo nie będzie

Suzuki wprowadziło na rynek model Baleno. Nazwa jest stara, samochód – zupełnie nowy. W przeciwieństwie do poprzedniego Baleno, które było kompaktowym sedanem lub kombi (a na rynku indyjskim, jako Maruti Baleno, także 3-drzwiowym hatchbackiem), to auto segmentu B, hatchback. Auto ma interesującą stylistykę, bardzo nietuzinkową, ale nie to stanowi jego największy wyróżnik. Tą cechą szczególną jest wyjątkowo przestronne wnętrze, które zdołano zmieścić w nadwoziu o długości mniejszej niż 4 m, a więc poniżej Skody Fabii i Hyundaia i20 – dwóch obecnie najważniejszych graczy w tej lidze. Suzuki ma bowiem wyraźnie więcej przestrzeni dla pasażerów niż Skoda, mniej więcej tyle, co rekordowy w tej klasie Hyundai. W dodatku oferuje swym użytkownikom bardzo poważny bagażnik (355 l), który nie byłby wstydliwy wśród kompaktów. Fakt, że akurat tę pojemność wyczarowano lekko szachrując, bo jest on po prostu bardzo głęboki, ma podwójną podłogę, która odcina mniej więcej 1/4 – ale fakt jest faktem: w razie potrzeby zmieścimy tu 355 l!

Miłym zaskoczeniem jest też kokpit, który także narysowano nowocześnie i zaskakująco ergonomicznie, choć regulacja kierownicy jest tylko pionowa. Testowane w czasie trójmiejskiej prezentacji auta były raczej obficie wyposażone, w tym mi.n. w dotykowy ekran multimedialny, którego menu co prawda nie jest do końca intuicyjne, ale funkcjonalność – bez zarzutu. Pozycja za kierownicą nie jest optymalna, ale sam fotel wygodny, choć nie do końca dobrze wyprofilowany. Za to wbrew japońskim zwyczajom – duży. Wsiadając „za siebie”, czyli za fotel ustawiony dla mnie (176 cm, pozycja daleko od pedałów) znalazłem całkiem wystarczająco miejsca na nogi, a kanapa okazała się niezła – mógłbym tu przejechać ze sto kilometrów. Gdyby jednak przyszło wieźć tu dzieci, nie miałbym najmniejszych skrupułów: będzie im całkiem dobrze nawet w długiej wyprawie wakacyjnej.

A ta jest całkiem możliwa już z bazowym silnikiem 1.2 o mocy 90 KM. Co prawda połączono go z zaledwie 5-biegową skrzynią biegów, więc przy autostradowych prędkościach będzie męczyć uszy wysokimi obrotami, ale w codziennym użytkowaniu – oraz na drodze ekspresowej, jak Obwodnica Trójmiejska, gdzie również go testowałem, sprawuje się całkiem poprawnie. Jasne, mistrzem dynamiki nie jest i nie będzie, ale do spokojnego podróżowania nadaje się bezproblemowo. Nieco żwawiej, ale przede wszystkim oszczędniej przemieszcza się w wersji mild hybrid, czyli ze wspomaganiem silnikiem elektrycznym. Nie są to jednak różnice na tyle istotne, by zastanawiać się nad wydaniem dodatkowych 6000 zł (a per saldo 22 000, bo hybryda jest dostępna tylko w topowej specyfikacji Elegance, właśnie o tyle droższej od bazowej wersji 1.2).

I tu dotarliśmy do największego problemu Suzuki Baleno: ceny. Najtańsze Baleno 1.2 Comfort kosztuje 43 900 zł. I nie tylko nie jest to cena okazyjna, ale w dodatku wyższa od znacznie większego Fiata Tipo (42 600 zł, 453 cm długości, 520 l bagażnika), który jest od Baleno pod względem wyposażenia bogatszy o radio i obrotomierz, a uboższy tylko o airbagi – ma ich dwa, podczas gdy Suzuki – od bazowej specyfikacji Comfort – 6. Obawiam się jednak, że potencjalni klienci nawet nie zauważą tej różnicy. Inna sprawa, że japońsko-indyjska marka Suzuki ma bardzo wielu wiernych fanów także u nas.

Reasumując, Suzuki wprowadza na rynek naprawdę ciekawe auto, ale jego przyszłość w Polsce jest dla mnie kompletną niewiadomą.

All-New Baleno_01_int All-New Baleno_07_int IMG_5710

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

3 komentarze

  • Tapicerka w Baleno jest straszna… kraj pochodzenia widać na każdym kroku.
    W porównaniu do i20 ma jednak zdecydowanie więcej miejsca w środku, zarówno dla pierwszego jak i drugiego rzędu siedzeń (testowane dla wzrostu 188cm). Suzuki ma co prawda bardzo bogate wyposażenie już w niższych wersjach wyposażenia, którego nie da się dostać w porównywalnej cenie u konkurencji (<50tys. zł), ale skazuje nabywce na wybór jednej z gotowych wersji wyposażenie bowiem nie można nawet w opcji skonfigurować auta pod siebie. Konkurencja pod tym względem wypada zdecydowanie lepiej. Baleno to moim zdaniem ot taki szaraczek, ginący w tłumie, niczym się nie wyróżniający, spalający śladowe ilości paliwa, ale jednocześnie spełniający wszystkie oczekiwania nie wymagających kierowców którzy potrzebują auta jako zwykłego środka transportu które zawiezie ich bez przygód z punktu A do punktu B.
    Pozdrawiam.

  • Miejsca w środku jest zdecydowanie najwięcej w klasie. Hyundai i20 ma go z tyłu zdecydowanie mniej. Zresztą niejeden kompakt miałby problem z dorównaniem pod tym względem Baleno. Silnik oczywiście zbiera się płynnie, jak każdy wolnossący. Ale w mieście nie można mu zarzucić „mułowatości”, a wręcz przeciwnie. Motorek lubi wysokie obroty i nie wpływa to na wysokie spalanie. Jeżdżę Baleno od półtora roku i w zimie, w mieście (Gdańsk) na dystansie 5 km do pracy ciężko jest przekroczyć 6l/100km (przy normalnej jeździe: ani emeryt ani rajdowiec). To wynik raczej nieosiągalny dla konkurencji (szczególnie „zdownsizingowanej”). Przyjemność z jazdy poprawia mała masa samochodu i wyczuwalnie sztywne nadwozie. Stara dobra szkoła silników suzuki z bezproblemowym wtryskiem wielopunktowym, rozrządem na łańcuchu, bez turbowynalazków wróży bezproblemową eksploatację (poprzednio jeździłem Ignisem przez 11 lat i poza wymianą oleju i laniem benzyny nie wiedziałem o istnieniu silnika). Zresztą silniki benzynowe suzuki są uważane za jedne z najlepszych, zaraz po silnikach hondy.

  • W uzupełnieniu. Kierownica w wersji Elegance ma regulację w dwóch płaszczyznach (pionowej i osiowej). Pięciostopniowa skrzynia biegów jest zestopniowana tak, że – na piątym biegu – przy prędkości 120km/h obrotomierz wskazuje 3000 obr/min, a przy 140km/h – 3500 obr/min. Czyli nie tak żle. Mniej więcej o 500 obrotów więcej niż np. tubodoładowany diesel renault 1.5dci jadący na szóstym biegu.