Simply clever

Tak. Po prostu. Po prostu mądrze. Mądrze jest skorzystać z tego, że się zostało przejętym (technicznie rzecz biorąc, już po raz drugi w historii…) przez o wiele mocniejszego gracza. Mądrze jest wykorzystywać jego technikę, jego doświadczenie, jego metody. Mądrze jest zachowywać przy tym umiar i z godnością czekać na swój czas. Czesi to potrafią (to kolejna wycieczka historyczna) – wielokrotnie się upewnili, że rozsądek i cierpliwość w połączeniu z wielką pracowitością i subtelnym uporem dają wymierne korzyści. Pomijając już historyczne odniesienia, doskonałym dowodem jest jeden z hiper-mega-überprzebojów motoryzacyjnych świata, Skoda Octavia – ta powstała już po przejęciu przez Volkswagena.

Nikt dziś już nie powie z całą pewnością, komu i kiedy pojawiła się w głowie idea, by stworzyć odpowiednik tejże Octavii w klasie o stopień wyższej. Wiadomo tylko, że ani na moment nie było wątpliwości co do jej nazwy: model Superb pozostaje w pamięci każdego maniaka motoryzacji jako jeden z historycznych wyznaczników solidności, jakości i klasy. A więc nowa Skoda w klasie średniej musiała się nazywać Superb.

Nie miała łatwego życia. Bo Volkswagen w jeszcze większym stopniu niż w przypadku Octavii tyleż wspierał ten pomysł, co rzucał kłody pod nogi ambitnym Czechom, a to na drodze oddawania im do dyspozycji tylko i wyłącznie techniki pochodzącej z klasy kompaktowej (czyli z Octavii bazującej na Golfie) lub z bardzo przestarzałych modeli Grupy VW. W efekcie pierwszy Superb przeżył właściwie wyłącznie dzięki świetnym ofertom cenowo-finansowym skierowanym do przedsiębiorstw taksówkowych. Druga generacja była już na nieco dłuższej smyczy, dostała sporo nowszych technologii – ale wciąż np. najważniejszy jej silnik, 2.0 TDI o mocy 140 KM, był przeraźliwie ubogim cywilizacyjnie wariantem tej samej jednostki, w którą wyposażano Volkswageny i Audi. Na przykład nie miał wałków wyrównoważających, przez co regularnie dostawał w skórę w zestawieniach porównawczych z Audi A4/A6 i Volkswagenem Passatem, bo kultura jego pracy nie dorastała do pięt „rodzinnym rywalom”. A i tak dzięki swym rozlicznym zaletom (przestronność, komfort i lepsze ceny przy naprawdę niezłej jakości) Superb nr 2 przebił się do czołówki najlepiej sprzedających się aut menedżerskich. I to mimo że w porównaniu z Passatem czy Mondeo prowadził się jak karawan, a wielbiciele markowych produktów – pytani czy nie – wygłaszali idiotyzmy na temat „kury na kierownicy” (kompletne nieporozumienie – logo Skody to głowa Indianina i strzała z łuku). Po prostu był to naprawdę dobry samochód.

Nawet jeśli daleko mu było do jakiejkolwiek rewelacji.

Rewelacją jest za to z pewnością numer trzeci. Cierpliwość i cichy upór po raz kolejny zapewniły Czechom wspaniałe rezultaty – tym razem Superb ma nieograniczony dostęp do najnowszych technik i technologii, w tym także multimediów, które Volkswagen tradycyjnie jeszcze dopiero co trzymał „przy orderach” i nawet Audi musiało sobie stworzyć własne. Najnowsza menedżerska Skoda technicznie jest dokładnie na tym samym poziomie i powstaje w oparciu o te same technologie, co Volkswagen Passat, absolutny król segmentu – i chyba jednak jako suma wszystkich cech najlepszy samochód klasy średniej na świecie. A tym samym Czechom pozostało tylko popracować nad opakowaniem tego wszystkiego. Ciekawym opakowaniem przy zachowaniu dotychczasowych zalet.

Operacja udała się nadspodziewanie dobrze, nawet biorąc pod uwagę umiejętności i zdolności Czechów oraz niemalże wolną rękę. Auto jest bardzo atrakcyjne stylistycznie, jeszcze bardziej komfortowe, o wiele lepsze jakościowo, oferuje klientom gigantyczny wybór wersji i wariantów – i wreszcie zrywa z rolą ubogiej krewnej. To dziś pełnokrwisty samochód nabywany nie dla niższej ceny, a jako pełnoprawna alternatywa wobec najważniejszych rywali, Passata i Mondeo. O tym, jak dalece trafnie zaplanowano i ten model, i jego plasowanie, najlepiej świadczy, że na zamówionego do produkcji Superba czeka się nawet i ponad pół roku.

Jeździłem tym samochodem z bardzo mocnym (190 KM) dieslem i bardzo mocną benzyną (220 KM). Ocena jest jednoznaczna: znakomity samochód, choć nie do końca przemawia do mnie wykończenie kokpitu (zbyt wiele tu taniego plastiku). Ta marka wciąż nie jest z pewnością symbolem prestiżu, ale kto jeździ służbowym Superbem, bez wątpienia jest osobą bardzo cenioną w firmie. Dowód: przeszło 30% zamawianych do produkcji egzemplarzy to topowe specyfikacje Laurin & Klement. Ze skórami, drewnianymi inkrustacjami etc.

2016 superb cockpit

Prawdziwie dyrektorskie auto.

PS. Choć będę się upierać, że nawet na tle nudnego w swej perwersyjnej perfekcji Passata, Superb ma w sobie tyle ognia, co trucizny w zapałce. Ale nie o to chodzi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.