Sic transit gloria…

Bardzo długo się zabierałem do napisania tych kilku zdań, bo to dla mnie aż bolesne. Okropnie mnie przybija, kiedy wielka marka z ogromnymi tradycjami, ikona, wielki producent, do tego stopnia traci panowanie nad sobą. Nikomu nie trzeba mówić, że Mitsubishi to jedna z największych legend motoryzacji. Ale… Jeśli tak wielka marka wypuszcza takie auto na rynek, to chyba pora umierać.

Bo właśnie wprowadzony na rynek Space Star to samochód z lat 90. Najbliżej mu do Matiza. Owszem, jest zaskakująco przestronny jak na swoje niewielkie wymiary, ma też zaskakująco duży bagażnik i jest bardzo zwrotny. Ale poza tym nie ma do zaoferowania literalnie nic.

Prowadzi się fatalnie – wspomnianej zwrotności towarzyszy bowiem tak ogromne przełożenie układu kierowniczego i tak niefortunnie dobrany kąt wyprzedzenia sworznia zwrotnicy (czyli odchylenia osi skrętu kół przednich od pionu), że podczas jazdy koła nie wracają samoistnie do jazdy na wprost, a pozostają skręcone. A nawet jak kierowca będzie pamiętał, by „odkręcać”, i tak nie ma tu czegoś takiego jak centralne położenie. Mówiąc bardziej obrazowo: auto nigdy nie jedzie prosto, wciąż trzeba korygować kurs.

Resoruje nieharmonijnie – to, co wydaje się w pierwszej chwili całkiem wygodnym układem jezdnym, podczas pierwszego pokonania nierówności poprzecznej okazuje się rozchybotane jak stary, wysiedziany materac. A już przy nierówności wzdłużnej trzeba zachować maksimum czujności, bo Space Star wykazuje skłonność do „przewrotu przez bark”. To naprawdę niebezpieczne auto!

Napęd jest na tym tle całkiem niezły, choć spalanie trzycylindrowego silniczka o pojemności 1,2 l i mocy 80 KM po mieście wyniosło mi niemal 9 l/100 km – a ponieważ układ przełączania biegów pracuje wręcz skandalicznie (haczy i nie trafia), nie było mowy o jakichkolwiek szaleństwach. Szczególnie biorąc pod uwagę stabilność, o której pisałem powyżej.

Powiecie, że można to wszystko przełknąć, jeśli cena będzie dobra. No więc nie będzie. W podobnej cenie można mieć Dacię, która jest prymitywem technicznym i prowadzi się źle – ale nie jest pod żadnym względem okropna ani skandaliczna. Za to jeszcze większa, co zbija argument o przestronności („space”) tej pożal-się-boże gwiazdy („star”).

Test Mitsubishi Space Star A.D. 2014 przekonał mnie tak naprawdę o jednym: że powinienem odszczekać wszystko, co mówiłem złego o Nissanie Micra…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.