Skok kwantowy

To, co zrobiono z Ibizą w ramach liftingu, jest najzwyczajniej w świecie nieprawdopodobne.

Optycznie jest to identyczny samochód. Wszystkie zmiany są wewnętrzne – nawet jeśli dotyczą np. lamp czy kolorystyki. Bo w przypadku lamp chodzi o źródła światła, a kolorystyka… No cóż, podobnie jak uroda, nie powinna być kwestią dyskusji. Chociaż… Pomysł, żeby elementy wykończeniowe, jak ramka grilla czy wnętrze szprych kół, skomponować idealnie z elementami wykończenia kabiny, jest dość odkrywczy – przynajmniej w tym ujęciu, jakie oferuje Ibiza. Nie chodzi bowiem o to, żeby lakier nadwozia pasował do lakieru na paznokciach plastikowej użytkowniczki, a żeby auto jako całość stanowiło integralną kompozycję. Również kolorystyczną. Dlatego choć na początku każdemu z uczestników pierwszych jazd usta wykrzywiał grymas niedowierzania, już po chwili konsekwencja projektantów powodowała, że dostrzegaliśmy geniusz tego rozwiązania. Najbardziej rzucało się w oczy połączenie rtęciowej szarości z karminem – i tego auta dopadłem jak ogar zadu dzika. Strasznie mi się spodobało. I choć mój towarzysz w tym teście, red. Jaroszyński z autostuff.pl, nie do końca podzielał mój entuzjazm (np. konsekwentnie odmawiał udziału w jakimkolwiek przedstawieniu na benefis obserwatorów na światłach, jak trzymanie się za ręce, ocieranie się, tulenie lub choćby patrzenie sobie głęboko w oczy), to nawet on stwierdził, że mu się podoba to auto. Warto tu zauważyć, że to właśnie on powiadomił mnie tonem Posiadacza Wiedzy Tajemnej, że kolor opisanych dodatków (w tym np. nawiewów na desce rozdzielczej) to karmin. Bo ja np. nie byłem w stanie nazwać tej barwy. Tak, cierpię na tzw. męskie rozpoznawanie kolorów… Czerwony jest czerwony, zielony – zielony itd. No dobrze – rtęciową szarość wymyśliłem sam… W każdym razie, choć zdjęcie otwierające przedstawia przeraźliwie konwencjonalne kombi bez dodatków kolorystycznych, to jest tak tylko dlatego, że jako kombi, Ibiza jest moim zdaniem najładniejsza w sensie bryły. Bo kolorystycznie wszystkie nagrody zwinęła rtęciowo-karminowa ślicznotka, którą widać na pozostałych zdjęciach.

Ale karminowe (czy też o barwie starego złota, rozwodnionego peche, granitowej stali i jeszcze innych) dodatki to tylko coś, co rzuca się w oczy od razu. Natomiast o wiele istotniejsze jest co innego: a mianowicie, że Ibiza ma zupełnie nowy wystrój kabiny. Nie tylko w sensie designu, choć to też widać (kokpit jest przyjaźnie minimalistyczny i uporządkowany, a przy tym bardzo funkcjonalny), ale przede wszystkim materiałów i wykończenia. Plastiki miękkie, miłe w dotyku, o ładnej fakturze, zegary z czcionką Seata, ale dam się pokroić, że pochodzą z poprzedniego Audi A1 – są cudownej czytelności i czarują głębią czerni cyferblatów, tyle że w przeciwieństwie do Audi A1 i jego staroświeckiego komputera pokładowego, Ibiza ma nowoczesny wyświetlacz między zegarami, o doskonałej czytelności… Także ekran systemu operacyjnego i multimediów jest tu nowy – owszem, wciąż nie jest to najnowsza generacja dotykowego wyświetlacza, na którą zasłużyły tylko Volkswagen i Skoda, ale już z najnowszą technologią ekranową, o świetnej czytelności i znakomitej czułości na dotyk. Wszystkie przełączniki są wysokiej jakości, nic nie wykazuje luzów, a dźwięki przy ich użytkowaniu są miłe, szlachetne. Dobra pozycja za kierownicą, dobre fotele, ergonomia na wysokim poziomie – z zastrzeżeniem, które opisałem już w teście Audi A1: kwestia podłokietnika pozostała. Czyli albo używasz podłokietnika, a wtedy zmiana biegów jest upiornie niewygodna, a sięgnięcie po lewarek hamulca ręcznego – niemożliwe, albo nie masz podłokietnika…

Możesz mieć za to najnowszej generacji integrację smartfonu z samochodem. Co prawda nadal przewodową, ale jednak: Ibiza może mieć na pokładzie system „mirroringu” smartfonu, czyli przeniesienia na wyświetlacz centralny treści i funkcjonalności ekranu smartfonu, który wniósł tu i podłączył użytkownik auta. Z Androidem lub iOS-em. Bo działają oba! Co prawda zdecydowanie lepiej ten z Androidem, bo Apple nadal ogranicza użyteczność CarPlay do najbardziej podstawowych aplikacji własnych, natomiast MirrorLink (opracowywany o rok dłużej) pozwala niemal na wszystko. W nowej Ibizie najlepiej to wychodzi z konkretnym wariantem Androida, tym w wydaniu Samsunga, który nawiązał z Seatem bardzo bliską współpracę, owocującą właściwie pełną kompatybilnością. Nie żebym był entuzjastą pomysłów z prowadzeniem działalności biurowo-społecznościowej w czasie jazdy, ale nie wolno zapominać, że dzięki sterowaniu głosowemu i umiejętności odczytywania tekstów na głos oraz świetnego rozumienia tekstu dyktowanego i jego prawie bezbłędnego zapisu (a Android tak ma, w przeciwieństwie do iOS-a w iPhone’ie, niestety), taka działalność nie musi oznaczać odwracania uwagi od drogi podczas korzystania z zalet connectivity…

Poliftingowa Ibiza to pierwszy samochód Grupy VW, w którym miałem okazję poznać najnowszy silnik Grupy – 3-cylindrowy benzynowy 1.0 turbo o mocy 110 KM i 200 Nm. Występuje jeszcze w trzech innych wariantach mocy (jeden bez turbo), ale jeździłem akurat tym i muszę powiedzieć, że błyskawicznie wszedł do czołówki moich ulubieńców. Co prawda z przyczyn związanych z normami emisji nieco go skastrowano przez zbyt długie przełożenie przekładni głównej, ale i tak okazał się niesamowicie sprawnym napędem. Nie ma co prawda takiej łatwości rozwijania mocy od samego „dołu” jak jego odpowiednik w Fordzie (EcoBoost 1.0), ma też większy apetyt, ale pod względem kultury pracy, w tym akustycznej, oraz mocy i chęci do jazdy jest jednym z objawień ostatnich miesięcy. Bardzo wart zastanowienia.

Zmiany dotknęły także układu jezdnego Ibizy. Pracuje teraz po prostu kulturalnie, niemal jak w opisywanym tu już przeze mnie Audi A1. Bez problemu można jechać choćby w trasę.

Reasumując: koniec z ubogim krewnym w rodzinie Grupy VW: także mała, lekceważona przez wszystkich Ibiza jest od zaraz pełnowartościowym i godnym najwyższego polecenia autem. Tym bardziej że w nowym wcieleniu jest… tańsza od poprzedniczki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.