Nowoczesny van. Po prostu

Przyznaję się bez bicia: lifting, jaki przeprowadził Seat na swej małej Ibizie, rozbestwił mnie. W końcu potencjału na przebój w Ibizie było tyle, co trucizny w zapałce – a dali radę i zrobili świetne auto, godne polecenia każdemu. W porównaniu z Ibizą Alhambra miała o wiele więcej możliwości – ale tu po prostu absolutnie nie chodziło o rewolucję.

Efekt jest dziwny: z jednej strony „nowy” van Seata jest po prostu solidnym MPV, znakomicie przystosowanym do rodzinnego użytkowania w dowolnie długiej trasie albo dowolnie upierdliwej przeprowadzce. Z drugiej jednak szkoda… Szkoda, że zabrakło odwagi, a może po prostu chęci. Inna sprawa, że wobec tego, co reprezentują nowe vany Forda (S-Max i Galaxy) i tak niespecjalnie jest możliwość wykazania się. Trzeba by zrobić vana od początku, odrzucając całkowicie wszystkie dotychczasowe założenia. A tak się w Grupie VW nie robi…

Robi się za to wiele od strony technicznej. I tak nowa Alhambra została wyposażona wyłącznie w silniki spełniające normę emisji spalin Euro 6, w nowe skrzynie biegów (pomagające obniżać spalanie i emisję), częściowo w nowe elementy zawieszenia (choć o identycznej konstrukcji) – i w ogromnym zakresie w nowe, o wiele lepsze materiały. Jeździ się tym po prostu dobrze. Z pewnością nie ma mowy o jakichkolwiek sportach, ale z punktu A do punktu B dojedziesz w znakomitej formie, zarówno fizycznej (fotele są bardzo dobre, ergonomia bez zarzutu, a nawet przy najmniejszym silniku klimatyzacja dawała radę przy plus 42° w cieniu w Barcelonie), jak i psychicznej, bo nowe multimedia nie pozwolą się nudzić, a otoczenie w kabinie jest ładne, miłe i w dotyku, i pod względem woni. Możliwość wszechstronnego parowania smartfonów (MirrorLink) i sterowanie głosowe oraz z kierownicy pozwalają natomiast bezpiecznie operować telefonem.

Tak jak dotychczas, za jedyne sensowne połączenie napędowe trzeba uznać dwulitrowego turbodiesla – może mieć 150 KM, może więcej, ale już nie warto. I z manualem, i z dwusprzęgłowym automatem jeździ się wówczas szybko i oszczędnie. Eksperyment, jakim nas uraczono podczas prezentacji – tej wielkości auto z silniczkiem 1.4 TSI – należy uznać za „prank”. Niemożliwe, żeby to było na serio. Dynamika była jeszcze jak-cie-mogę, ale spalanie już kosmiczne, przekraczające 17 l/100 km w mieście!!! Więc nie.

A poza tym – no cóż, szkoda, że Alhambra nie jest Ibizą. Chociaż to swego rodzaju sprawiedliwość dziejowa, bo van Seata był długi czas ceniony o lata świetlne bardziej niż szara myszka, mała Ibiza, a teraz to miejski pomykacz ukradł wielkiej siostrze cały show.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.