Punkt siedzenia

Bardzo lubię silnik 1.2 TSI. Jest jednocześnie skromny, spokojny i – jeśli go zachęcisz – bardzo żwawy, wręcz zaskakująco jak na zaledwie
105 KM („zaledwie”?! – mowa o silniczku 1,2 l!)
i sporego Volkswagena Polo, który przecież jest dziś większy od pierwszego i drugiego Golfa,
a niemal równie duży jak Golf 3. generacji.

Samo Polo po liftingu pozostało niemal identyczne jak przedtem, tyle że jeszcze dojrzalsze. W niczym nie zmieniło to wszystkich jego zalet (uporządkowany, przejrzysty kokpit, przestronne i całkiem pojemne wnętrze, wyśmienite wykończenie mimo że miłe w dotyku materiały są tu wciąż tak rzadkie, jakby je wydzielał wyjątkowo zawistny księgowy), na szczęście nie zmieniono świetnie zestrojonego układu jezdnego. Niestety, niezmienione pozostały także i wady – jak zdecydowanie za mały zakres regulacji kierownicy i fotela kierowcy, idiotyczny wybór „podłokietnik czy ręczny”, czy bardziej niż oszczędnie serwowane wyposażenie. Ale generalnie jest to nadal ten sam znakomity samochód, który w 2010 r. przekonał do siebie większość jurorów konkursu na Światowy Samochód Roku.

I nadal uważam, że właśnie z silnikiem 1.2 TSI jest najfajniejszym wyborem.

No… Może powiedzmy, że „uważałem, że jest najlepszym wyborem”. Bo dostałem go do testu zaraz po innym Polo. I kiedy wsiadłem do swojego ulubieńca, miałem wrażenie, że ukradziono mi silnik. Że to jakiś żart. Samochód na sprężynę? Odłączone turbo? Kompletna kastracja w ramach dokręcania silniczka do normy Euro 6?

Nie. Silnik pozostał tym samym znakomitym silnikiem 1.2. Wciąż z turbodoładowaniem i relatywnie płynnym rozwijaniem mocy już od półtora tysiąca obrotów na minutę. Tylko to poprzednie Polo zmieniło mi punkt siedzenia i widzenia.

Bo to Polo przed wersją 1.2 TSI to był klasyczny przykład „wrednego bliźniaka”. Bandyta. Mr Hyde. Auto
o osobowości „potwora spod łóżka”. Należało by nim straszyć dzieci – także te starsze.

Polo R WRC.

To monstrum o mocy 220 KM z silnika 2.0 TSI jest jednym z najbardziej przerażających samochodów, jakimi w życiu jeździłem. Nie wiem, na ile jest to zabieg celowy, ale niebywale cywilizowany we wszystkich innych swych wcieleniach (włącznie z topowym 300-konnym) silnik jest w tym aucie brutalem o charakterze niewiele odbiegającym od legendarnych pierwszych turbowozów. Z ogromną „dziurą turbinową” sięgającą aż prawie 3000 obr./min, poniżej których to obrotów nie dzieje się nic lub dzieje się niewiele, a potem z horrendalnym kopnięciem
w nerki, kiedy to trzeba naprawdę mocno trzymać obszytą zamszem kierownicę, bo auto ma skłonności do wybierania toru jazdy w iście randomowy sposób. Jeśli komuś to przypomina opis prowadzenia pierwszego Saaba 900 Turbo (model 99 nie miał aż tak mocnego silnika, by dało się go porównać z Polo R WRC), tego przednionapędowego potwora z krótkim rozstawem osi (ha!) i uderzeniem turbomocy około 3000 obr./min (ha! ha!), którym umiał jeździć tylko Stig Blomquist, to jest to w pełni uprawnione skojarzenie…

Jasne, Polo R WRC ma seryjnie „szperę” blokującą mechanizm różnicowy i wyrównujący prędkość obrotową przednich, napędzanych kół – ale „szpera” działa TYLKO podczas przyspieszania w zakręcie! Nie udało mi się wywołać tej funkcji podczas nawet najbardziej szaleńczych zrywów w jeździe na wprost. Fakt, że z zakrętu wychodzi jak po szynach, przyspieszając wręcz niewiarygodnie. Ale…

A teraz wyobraźcie sobie, że macie tym jechać już nawet nie po oblodzonej nawierzchni, ale choćby w deszczu.

Tak, ten samochód nie powinien być dostępny bez napędu na 4 koła. Czy mam rację, przekonam się niedługo, kiedy wsiądę w podobne urządzenie, ale skonstruowane przez chyba rozsądniejszych inżynierów (Audi S1).

Ale jedno pozostaje niezaprzeczalne: choć jeździłem w życiu o wiele szybszymi, mocniejszymi i zrywniejszymi autami, Polo R WRC należy do absolutnej czołówki pod względem wrażenia, jakie robi przyspieszanie nim przy każdej prędkości. Jest tak bardzo prawdziwym sportowym samochodem, jak to tylko możliwe w dzisiejszych elektroniczno-ekologicznych czasach.

Jednak prawdą jest, że tacy „wredni bracia” mają nieodparty urok. Nic dziwnego – przyciągają jak magnes.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.