Fenomen. Po prostu

Nie wiem, dlaczego ja nie lubię 911. Nie lubię, a jednocześnie uwielbiam, uważam że jest to najbardziej zbliżony do perfekcji samochód, jaki kiedykolwiek powstał. A jednak nie chciałbym go mieć. Nie rozumiem, ale chyba nie muszę…

Wjeżdżałem przed chwilą na POW (obwodnicę Warszawy). Z Puławskiej, spod świateł do nawrotki z zewnętrznego pasa. W chwili prostowania kół miałem 98 km/h… Dla ułatwienia: pokonałem połowę obwodu koła o promieniu ok. 22 m. Czyli pokonawszy w ostrym łuku ok. 70 m (2πr = 2 x 3,14 x 22 m, podzielić na dwa: półkole), osiągnąłem niemal 100 km/h. Niesamowite! Tym bardziej że przecież wciąż mam do czynienia z samochodem o konstrukcji całkowicie zaprzeczającej wszelkiej wiedzy o stabilności ruchu – tu niemal cała masa napędu wisi niczym jakieś koszmarne wahadło ZA TYLNĄ OSIĄ! Teoretycznie przy takim przyspieszeniu po skręceniu przednich kół powinienem wpaść natychmiast w niekontrolowane wirowanie. Ale przecież to jest Porsche 911, więc fizyka, powiedzmy, nie do samego końca obowiązuje…

Widać to także podczas jazdy na wprost, gdy ten ciężki zespół napędowy pcha całą resztę auta – a jednak nawet przy silnych i gwałtownych podmuchach bocznych samochód nie wpada w najmniejszą niestabilność, nie wibruje, nie myszkuje, nawet się nie kolebie – o próbach wyrwania się kierownicy z rąk nie wspominając! To jakiś cholerny koszmar dla człowieka orientującego się naprawdę nieźle w mechanice ruchu i generalnie fizyce…

Ten samochód jest tak dobry, że aż momentami mógłby się wydawać nieprawdziwy – gdyby nie wciąż te same wady od lat: fotele, które może i sprawdzają się w czasie naprawdę ostrej jazdy po torze wyścigowym, ale w codziennym użytkowaniu okropnie niewygodne; paskudna kierownica bez oczywistych nawet w najtańszych autach elementów sterowania systemem audio i ewentualnie tempomatem; paskudne plastiki udające aluminium, dramatycznie słaby system multimedialny…

Niestety, cała reszta jest równie dobra jak układ jezdny i napędowy: fenomenalna.

IMG_5886

Na szczęście ten testowy był w odrażającym bez-kolorze (srebrny metalik) i słabiutkim wyposażeniu. Był do tego stopnia bezpłciowy estetycznie, że z wielką przyjemnością powitałem obecność niefabrycznej, pozaspecyfikacyjnej atrakcji w kabinie: patrz film poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.