Porsche 718 Boxster

Mógłby być tym jedynym

Nawet mimo że wycięto mu 1/3 silnika, pozostał tym samochodem, który mnie najbardziej ze wszystkich „bierze”. Mimo że nie lubię kabrioletów, nie lubię aut wymuszających zachowania, niezdolnych do wykonywania kilku różnych ról – to jednak Boxster od dwóch generacji jest moim marzeniem.

Fantastycznie się prowadzi, jest niewiarygodnie wręcz posłuszny, bardzo szybki, ma świetne hamulce (choć można, a nawet trzeba, wydać te 32 000 zł na kompozytowe, będą aż oszałamiająco dobre) i zużywa niewiele paliwa. Aby zrobić z niego doskonałość, warto dokupić jeszcze „szperę” (blokadę mechanizmu różnicowego) i wektorowanie siły napędowej. Będzie wtedy pozwalał na wychodzenie z zakrętu z nogą w podłodze praktycznie natychmiast po wejściu weń. I zapewni taki wtrysk adrenaliny, jakiego możliwości nawet nie podejrzewasz.

Kiedy jedzie się nim spokojnie, brzmi niemal jak bzyczenie trzmiela gdzieś w tle. Ale gdy go dźgniesz ostrogą pedału gazu, skoczy w przód z rykiem i dudnieniem – bo niestety dokładnie takie jest jego „bojowe zawołanie”, niemal identyczne, jak w Subaru Imprezie WRX STi. Co nie każdy musi lubić, ale mnie się podoba. Nawet jeśli ryk 6-cylindrowego poprzednika bez doładowania nie miał sobie równych w tej klasie…

Jego manualna skrzynia biegów ma tak wspaniały system przełączania i jest tak cholernie dobrze zestopniowana i dostosowana do charakteru silnika, że po prostu nie wolno wręcz zamawiać dwusprzęgłowej przekładni PDK – bo choć jest boska, to jednak w dużym stopniu odetnie Cię od tego niezwykłego doznania, zrośnięcia z samochodem. No, chyba że kompletnie nie umiesz się obchodzić ze sprzęgłem, a koordynacja ruchów jest Ci obca. Ale wówczas odejdź od tego auta. Wolno Ci tylko na nie popatrzeć…

W kokpicie Boxstera czuję się, jakby go robiono na miarę dla mnie właśnie. Absolutnie wszystko mi tu „leży”, pozycja, położenie kierownicy i pedałów, umiejscowienie i skok lewarka biegów, widoczność. Jest cudownie.

Ale nie idealnie – fotele są złe. Nie ma podparcia lędźwiowego, a przecież nie całe życie auta jeździ się nim po torze sprawnościowym czy wyścigowym. Szkoda, że nie ma mercedesowskiego wynalazku – Airscarf, czyli nawiewu ciepłego powietrza na kark, bo jego aerodynamika nie chroni szyi przed przeciągami, gdy jedziesz bez dachu szybciej niż 120. Boxster jest centralnosilnikowy, przez co można go było genialnie zestroić do wyczynowego pokonywania zakrętów – i Porsche go właśnie tak zestroiło. Ale biada kierowcy, który w centralnosilnikowym aucie „przegnie pałę”, nie mając wiedzy i wyszkolonych umiejętności opanowania dzikusa, w jaki się w ułamku sekundy zmieni ten rozkoszniaczek. I to mimo że jak na auto centralnosilnikowe, 718 jest wyjątkowo spokojny w zakresie granicznym… A jego genialne zestrojenie łatwo zniszczyć (na szczęście nie nieodwracalnie) – wystarczy wrzucić do bagażnika przed przednią osią coś, co będzie ważyć więcej niż 15 kg. A jeśli jeszcze nie zostanie to porządnie zamocowane, to pierwszy zakręt pokaże kierowcy, co znaczy fizyka, bezwładność, akcja-reakcja itp.

A jednak uwielbiam to auto. Gdybym mógł sobie pozwolić na kupienie sobie jednego pojazdu, który by miał mi „robić dobrze”, nabyłbym właśnie Boxstera.

Porsche 718 Boxster

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.