Genialna suma wszystkich wad

Ten samochód ma dziesiątki wad, a jednak go uwielbiam. Był taki tydzień, kiedy doszło do tak wielkiego spiętrzenia imprez (na szczęście tylko na terenie Polski), że musiałbym się rozczworzyć, a i tak konieczne byłoby wydanie góry pieniędzy na paliwo i noclegi gdzieś po drodze, bo trzeba było odwiedzać miejscowości oddalone od siebie o kilkaset kilometrów. Nieco bez przekonania postanowiłem spróbować w jednej osobie, jednym samochodem i jednym rzutem. Peugeot Polska w osobie nieocenionej Emilki Buczek natomiast podjął wyzwanie – twierdząc, że ma dla mnie rozwiązanie.

A skoro dla mnie, to i dla każdego innego klienta, który musi być wręcz drastycznie mobilny, nie idąc przy tym z torbami na paliwo i noclegi. Co ważne, jak mnie zapewniono, nie ma tu mowy o zagrożeniu dla zdrowia i kondycji pacjenta. Tym rozwiązaniem miał być „zupełnie nowy” Peugeot 508 SW (czyli kombi) z manualną skrzynią biegów i słabawym dieslem 2.0 o mocy 150 KM. „Słabawym”, a przy tym zupełnie niedzisiejszym konstrukcyjnie, bo na tle najważniejszych rywali po prostu przestarzałym, pozbawionym dynamiki konstrukcji z Grupy Volkswagena, agresywności jednostek BMW, głębi siły spokoju Forda…

Niespecjalnie miałem wybór, a i Emilka wykonała wszystkie typowe dla inteligentnych kobiet zagrania na mojej męskiej dumie, po których pozostało mi tylko wypiąć klatę i zrobić dobrą minę – przy świadomości, że jestem na przegranej pozycji. Bo znałem przecież już to auto, jego najwyżej poprawne prowadzenie, przeciętny komfort jazdy, niedopracowaną, zbyt wysoką pozycję za kierownicą, średni ergonomicznie kokpit i fatalny system multimedialny – oraz delikatnie mówiąc, mało imponujący komfort akustyczny. Po dodaniu do tego silnika sprzed dekady (albo i gorzej) i skrzyni biegów wymagającej mieszania niczym w dawnych skrzyniach Mercedesa (ma skok lewarka jak niezapomniany „Baleron”, W124) i kompletnej niezdolności tego modelu do wspierania kierowcy choćby niezłej jakości odtwarzaczem audio (w trasie samotnej to naprawdę ważne!), otrzymałem żałosne perspektywy.

2016 508 sw cockpit

Rzeczywistość była dokładnie taka, jak to przedstawiłem powyżej. A jednak… zupełnie inna. Po trwającej dobrą godzinę walce z fotelem i kierownicą, by znaleźć w miarę dogodną pozycję, nagle zrozumiałem, że jadę autem po prostu idealnym do spokojnego, upartego pokonywania niemal dowolnie wielkich dystansów w warunkach totalnego odmóżdżenia (w sensie konieczności skupiania się na prowadzeniu) i absolutnego relaksu. Tylko brak audio to coś zupełnie niesłychanego w dzisiejszych czasach. Ten samochód sprawia, że w trasie właściwie zapada się w całkowite otępienie, półsen niemal – tak dalece wszystko się odbywa samo z siebie i nieabsorbująco. Dość głośny silnik nie wydaje dźwięków drażniących, więc po chwili jazdy na tempomacie niemal znika w tle. Zawieszenie absolutnie niedorastające do najlepszych rywali – czy tulącego do snu Hydra-cośtam w Citroenie C5 – jest jednak tak dobre, że po prostu nie narzuca się, sprawnie filtruje niedogodności i nie prowokuje do ryzykownych zachowań. Fotel (jak go się w końcu ustawi) okazuje się wygodny w nawet najdłuższych przelotach.

Dynamika tego urządzenia jest raczej żałosna – bo ani parametry silnika, ani zawieszenie się nie nadają do choćby żwawszych wyczynów. Ponadto skrzynia ma bardzo długie przełożenie główne – ale to coś, co ewidentnie wymyślono właśnie na trasę. Żeby pokonywać długie dystanse na tempomacie, jadąc z przepisowymi prędkościami.

Dokładnie tak jechałem. I wiecie co? To jest cholernie dobre auto. Tym lepsze, że na pełnym zbiorniku przejechało prawie 1500 km – a oddawałem je z dopiero co zapaloną rezerwą.

Szacun!

Ale brak przyzwoitych multimediów to skandal!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.