Najwcześniej w listopadzie…

To jest SUV, więc go od razu nie lubię. W dodatku to przedrożony SUV, bo przecież marka premium. Bez sensu. Właśnie dostał nowe silniki i wreszcie nową automatyczną skrzynię biegów.


Oczywiście, to prawda, że go nie lubię. Tak z założenia. Jak Pawlak Kargulówny. Jak się tak człowiek w dzień napatrzy, to potem w nocy tak nienawidzi… Cały problem w tym, że Volvo XC60 wcale mnie nie odrzuca. W ogóle mam problem z tą marką, podoba mi się nawet totalnie odjechany i pozbawiony jakiegokolwiek sensu V40 Cross Country, o S60 T6 nie wspominając, bo mi się ciasno w spodniach na samą myśl robi…

No więc XC60: robi wrażenie relatywnie niewielkiego, ale w środku jest ogromne i niebywale wręcz wygodne. Szwedzi wciąż mogliby uczyć różnych maluczkich na całym świecie, co to znaczy ergonomia. Choć jeśli chodzi o tę użytkową, to biorąc pod uwagę pokomplikowanie menu komputera multimedialnego i niemożność obsługi telefonu inaczej niż guzikami na konsoli środkowej (gdzie guzików jest jeszcze ze 20), a nie na kierownicy, to jednak sami się powinni gdzieś zgłosić po korepetycje. Wiem nawet gdzie, ale co będę kryptoreklamę urządzał… Jeśli jednak chodzi o fotele, przestrzeń na normalnie zbudowanego człowieka (nie mam na myśli 50-letniego grubasa, a normalnie zbudowanego człowieka. Każdego formatu), w autach tej marki każdy się poczuje jak w czymś robionym na miarę. Serio.

Najstraszliwszy off-road, jaki czeka takiego SUV-a: dostarczenie swego pana po ubitym podłożu jak najbliżej jego celu. A najlepiej do samego celu.

Nie jest to Porsche ani BMW, więc nie ma sensu się mądrzyć na temat zachowania na zakrętach (silna podsterowność i generalna niechęć do takich eksperymentów, którą to niechęć auto wyraża dosłownie całym sobą). Ale to nowy silnik D3 i nowa skrzynia o 8 przełożeniach, w dodatku z nowej (w Europie, bo na rynek USA takie auta Szwedzi robią od co najmniej dekady) kategorii: SUV z napędem tylko na jedną oś, przednią. I proszę mi się tu nie krzywić. Ogromna większość SUV-ów zjeżdża z asfaltu tylko po to, żeby właściciel mógł podjechać do samego progu domu/sklepu albo do samego pomostu, przy którym parkuje jego łódź. A i wówczas nie jest to wyzwanie, któremu by nie podołało np. Ferrari, bo ten straszny teren to po prostu ubita glina albo równa trawa. Więc sam przedni napęd to nic złego dla SUV-a. W przypadku nowoczesnego diesla to wręcz ogromna zaleta, bo jednak napędzanie wszystkich tych dodatkowych kół zębatych wymaga zużycia większej ilości paliwa, a tak można się cieszyć spalaniem na poziomie 6,2 l/100 km po mieście, mając pod nogą 180 KM i zryw jak jeszcze niedawno tylko mocno usportowione auta benzynowe. Bardzo mi się ten napęd podoba, bardzo pasuje do tego Volvo. W ogóle mi pasuje to Volvo, psiakrew…

Nie powinno mnie więc dziwić, że na pytanie, kiedy mógłbym odebrać taki samochód, gdybym go teraz zamówił (rzecz się działa na początku czerwca), usłyszałem, że najwcześniej w listopadzie, ale proszę się dowiadywać, bo generalnie terminy są 9-miesięczne. Nie tylko mi pasuje

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.