IMG_4897

Trudna sprawa

Wiem, że się powtarzam, ale cieszy mnie powrót Mercedesa do gry. Od dwóch lat – gdy na rynek wjechała nowa klasa A – ta wielka marka znów tworzy auta podnoszące puls z ekscytacji, a nie zdenerwowania (jak przedtem). Nie trzeba być wielbicielem niektórych przynajmniej zabiegów stylistycznych w tych nowych modelach (ja nie jestem), żeby zachwycać się powrotem do innowacyjności, staranności wykonania, tworzenia samochodów dla klientów, a nie dla ich ojców/dziadków. I proszę bez fochów, w tej grupie jestem i ja, i mnie się podobają Mercedesy z lat 80-90. Ale nawet i ja zakochałem się od razu w nowej klasie C.

IMG_4898Nie interesuje mnie, że stylistycznie stanowi miniaturę klasy S, ponieważ aktualna klasa S jest samochodem kompletnie spoza mojej bajki, choć ją ogromnie szanuję i głosowałem za przyznaniem jej tytułu World Luxury Car 2014, bo jest rzeczywiście hiperluksusowa i reprezentuje niewiarygodnie wysoki poziom techniczny (jak na tę markę przystało). Z mojego punktu widzenia to nowa klasa C jest wspaniałym designem, sublimatem elegancji w klasie średniej, w dodatku bardzo pięknym. A już jako kombi urodą po prostu urywa głowę.

IMG_4903Żeby było jeszcze trudniej znieść fakt, iż mnie na to auto nie stać, wnętrze jest tu chyba jeszcze ładniejsze od nadwozia. Zresztą właśnie za to wnętrze (sam kokpit!) klasa C – jeszcze przed rozpoczęciem produkcji – była bardzo mocnym kandydatem do tytułu World Car Design 2014. Kiedy samochód wreszcie wjechał na rynek, okazało się, że jest jeszcze lepiej niż w prototypie. W dodatku – co ostatnimi laty naprawdę wcale nie było oczywiste w tej bodaj czy nie najbardziej utytułowanej marce świata – jakość wykończenia dorasta do urody. Nawet osobnik tak czepliwy jak ja zdołał znaleźć ledwie cień powodu do narzekania. Nie powiem, gdzie i jaki, sami poszukajcie…

I nie, wcale nie chodzi o niesłychanie wkurzający mnie system multimedialny z kompletnie nielogicznym menu – bo naprawdę byłbym w stanie z nim żyć, gdybym mógł mieć tę „pannę Mercedes”, chociaż nie rozumiem, dlaczego trzeba tu wszystko tak pokomplikować.

IMG_4904Na domiar złego („złego” wciąż w kontekście, że mnie ten samochód coraz bardziej kręci, a coraz bardziej nie mogę go sobie kupić), okazało się, że Mercedes potrafi. Że wcale nie trzeba sięgać po ekstremalne konstrukcje zawieszenia w rodzaju betonowo wyczynowego układu jezdnego w A 45 AMG, żeby prowadzenie stuttgarckiej limuzyny dorastało, a nawet przebijało najgroźniejszego rywala – BMW. Bo właśnie tak jest: nowa klasa C znakomicie się prowadzi. Oczywiście, nie w każdej wersji i nie z każdym wyposażeniem, ale potrafi zapędzić w kozi róg na torze sprawnościowym nawet taki ideał prowadzenia jak aktualna „trójka” BMW.

IMG_4901Z pewnością nie dotyczy to wersji, jaką testowałem, bo 156 KM z benzynowego silniczka 1.6 turbo oznacza przede wszystkim jedno: za mały moment obrotowy. Jasne, bardzo przyjemnie się jeździ, ale uzyskanie choćby w miarę zadowalającego przyspieszenia wymaga wypruwania flaków z napędu. Choć trzeba przy tej okazji powiedzieć, że wprowadzone ostatnio nowe oprogramowanie 7-biegowej skrzyni automatycznej (chyba już ostatnia aktualizacja, bo nadciąga przekładnia 9-stopniowa) wiele zmieniło w zachowaniach auta. Nie, do poziomu spontaniczności i szybkości reakcji automatu w BMW wciąż jej daleko, ale to już jest naprawdę bardzo dobra skrzynia.

IMG_4900Układ jezdny w tym akurat egzemplarzu był niemal konwencjonalny, bo tylko z adaptacyjnymi amortyzatorami (a klasa C to jedyne auto klasy średniej, które może być wyposażone w aktywne zawieszenie pneumatyczne, na którym się płynie w niesamowitym komforcie), ale zasługuje na najwyższe oceny za sprawność „wygładzania” nawierzchni.

Generalnie – nawet z tak żałosną jednostką napędową – ten samochód wskoczył do niezwykle nielicznego grona aut, których pożądam. Pożądam naprawdę, tak że aż w piersiach dusi…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.