Perfekcyjnie niedoskonała

To bardzo ciekawy samochód. Bezdyskusyjnie jeden z najpiękniejszych i najlepiej wykończonych na rynku, bez rozgraniczenia na premium-niepremium. Wyposażony (w teście) w znakomity silnik biturbodiesel, który nie wie, co to brak mocy czy turbodziura. Ze świetną 6-stopniową automatyczną skrzynią biegów, która chyba umie czytać w myślach, sportowo jędrnym zawieszeniem, które oferuje zarazem mnóstwo komfortu, przestronny, świetnie wyposażony… Tylko o napędzie nic nie mogę powiedzieć, bo nie zauważyłem działania rozdziału momentu obrotowego między dwie osie – ale to chyba na tym powinno polegać, prawda?

Tak naprawdę dostrzegłem w tym samochodzie górę zalet – i zaledwie trzy wady. Niestety, właśnie te trzy wady sprawiły, że nie zakochałem się w „szóstce”. Po pierwsze, siedzisko fotela kierowcy nie daje się opuścić tak nisko, by można było znaleźć wygodną pozycję. Nie, to nie fanaberia: dokładnie w identyczny sposób, jak w nowej Toyocie Avensis, odchylając się w lewo, dotykałem głową górnej framugi otworu drzwiowego. Przy większych wybojach to gwarancja zaliczenia potężnego „dzwona” czaszką. No i trzeba uważać przy wsia-/wysiadaniu. A ja mam tylko 176 cm wzrostu… No, ale może gdyby nie było ogromnego, panoramicznego szyberdachu, byłoby lepiej. Chociaż nie – futryna się przecież nie podniesie. Zdecydowanie – Mazdo, daj mi opuścić fotel niżej! Poza tym bowiem ergonomia jest na 6.

Drugi kłopot jest wspólny dla wszystkich modeli tej marki – wymieniłem go jako jedyny minus znakomitego SUV-a CX-3: powolny system multimedialny z nienajlepszą intuicyjnością menu i nawigacją o skłonnościach do gubienia się. Za to bardzo wygodny w sterowaniu – dotykowo (tylko na postoju) lub przez „dżojstik” między fotelami.

Trzeci kłopot jest mocno dyskusyjny – co nie znaczy „wydumany”. Bo jeździłem sporo poprzednim wcieleniem Mazdy 6, której układu jezdnego nie zmieniono w ramach liftingu, i zawsze byłem zachwycony precyzją prowadzenia i posłuszeństwem auta wobec poleceń kierowcy. Tym razem jednak było inaczej: auto chwilami było aż drastycznie podsterowne. Niestety, to ze względu na napęd na 4 koła. Zauważyłem to już w wielu innych markach – jeśli w „cywilnych” (w sensie: nieSUV-ach) montowany jest napęd na 4 koła, konstruktorzy starają się utemperować trochę zapędy kierowców, którzy – oszołomieni fantastyczną trakcją – usiłują podświadomie nagiąć prawa fizyki. A w takim temperowaniu znakomicie sprawdza się „zaprogramowana podsterowność”. Bo każdy, nawet kompletnie niedoświadczony kierowca wyczuje natychmiast, że mimo skręconych kół auto jedzie prosto. I puści gaz… Ja w każdym razie czułem się w tej pięknej Maździe obrabowany z tego, co w niej tak ceniłem.

Podsumowując: nie padnę przed „szóstką” na kolana. Nie po tym pokazie kompetencji, jaki zaprezentowała Mazda w modelu CX-3.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.