I kto by pomyślał?

Jeszcze niedawno każda Toyota, a tym bardziej Lexus, to było uosobienie stonowania i konserwatyzmu stylistycznego na pograniczu nudy. Każdy fan obu tych marek cenił to sobie bardzo, bo to taki typ fana. Ale umówmy się – nawet jeśli ktoś uwielbia tak bezbarwne auta, że właściwie powinny być traktowane jak służbowe pojazdy Invisible Mana, bo nawet właściciel musi sobie robić znaczki na nawigacji w smartfonie, żeby wiedzieć, który samochód jest jego i właściwie w którym miejscu, bo go nie da się rozpoznać, to po 30. danego dnia uwadze od znajomych i nieznajomych „Ale jak można czymś takim…?” człowiek ma dość. Nawet jeśli to najbardziej niezawodne auta świata (podobno…) i nawet jeśli właściciel je ubóstwia…

No i tak gdzieś od 2-3 lat obie te marki postanowiły, że się zmienią. Ale tylko z wierzchu na szczęście, bo podobno pod blachą i wokół kabiny wszystko pozostało po staremu w sensie niezawodności. Ale tylko pod tym względem, bo w obu markach pojawia się coraz więcej absolutnie najnowocześniejszych rozwiązań technicznych i technologicznych.

Jednym z wzorcowych przykładów na to, że tak się dzieje, jest Lexus RX. SUV klasy średniej o tak dalece awangardowym designie, jak to tylko możliwe. Można to lubić, nie jest to jednak konieczne, by nabyć to auto z… przekonania! Bo z pewnością się wyróżnia – i to pozytywnie – a w dodatku zachwyca jakością wykończenia, spasowania, przemyślenia itp. Teraz, z okazji drobnego liftingu (z europejskiej palety znika nazwa RX 200t, teraz to RX 300t, choć nic się nie zmienia pod maską, to dalej 2,0-litrowy silnik benzynowy turbo o mocy 245 KM) wprowadzono także długo oczekiwaną nową wersję: L, jak „Long”, czyli długi. Byłem na jej premierze na salonie w Los Angeles i starannie obejrzałem, co Japończycy postanowili nam wszystkim zaproponować (tak, wszystkim, bo wbrew złym językom, auto będzie już niemal za chwilę dostępne w Europie, u nas też). I oto moje spostrzeżenia:

11 cm – dokładnie o tyle jest dłuższy od „bazowego” RX-a. Ale to wystarczyło, by najpopularniejszy luksusowy SUV na rynku amerykańskim i jeden z bestsellerów tego segmentu w Europie pomieścił 3. rząd siedzeń. Co ciekawe, dzięki inteligentnemu przekonstruowaniu tylnej części karoserii, wciąż za 3. rzędem oparć (składane są elektrycznie niezależnie od siebie) podłoga jest sporo dłuższa niż w autach konkurencyjnych, dzięki czemu bagażnik jest nadal w pełni funkcjonalny. Co jeszcze ciekawsze, taki 7-osobowy Lexus RX jeszcze mniej przypomina sylwetką SUV-a, niż jego krótka wersja. Bo przecież już bazowy RX zdobył uznanie jako SUV o lekkiej, sportowej linii, pozbawionej ociężałego „odwłoku”. Jako RX L stał się jeszcze bardziej wysmukły, a profil klapy tylnej ociera się już o zasady rządzące projektowaniem liftbacków!

Reasumując: zabieg, który we wszystkich dotąd konstrukcjach typu SUV, kombi czy van, polegający na powiększeniu nadwozia i dołożenia 3. rzędu foteli, powodował stworzenie auta po prostu ciężarnego, w przypadku Lexusa RX zaowocował powstaniem samochodu jeszcze ładniejszego, jeszcze bardziej sportowego w rysunku. I już samo to wystarczy, by wychwalać Lexusa zarówno za śmiałość, jak i sprawność. A przecież przy okazji niczego nie zepsuto, niczego nie zabrano! Wręcz dołożono, bo możliwość wzdłużnego przesuwania 2. rzędu siedzeń w zakresie 22 cm oznacza niesamowity wzrost funkcjonalnej elastyczności (siedzenia i oparcia 2. rzędu można też niezależnie składać), zaś wspomniane elektryczne składanie (i rozkładanie!!!) foteli 3. rzędu to coś, czego nie trzeba tłumaczyć nikomu, kto choć raz pakował bagażnik samochodu długimi, nieporęcznymi przedmiotami…

A poza tym to po prostu ten sam wspaniały RX, wypełniony najnowocześniejszymi technologiami wsparcia i ochrony oraz genialnymi multimediami. Fakt, że to ostatnie wciąż pozostaje dyskusyjne, bo mając na pokładzie jeden z najwspanialszych systemów samochodowych audio, jakie kiedykolwiek stworzono,  oraz najwyższych lotów ekran, musimy walczyć z jednym z najgorszych systemów sterowania nimi, jakie wymyślono – ale użytkownicy Lexusów twierdzą, że można się przyzwyczaić…

W USA Lexus RX występuje jako 350 i 450h, a więc jako 300-konny benzynowy V6 oraz 320-konna hybryda. Ta sama hybryda jest i w Europie, ale już wersji 350 nie ma, jest 300t (już pisałem wyżej, że to tak naprawdę 200t), który jest niemal równie szybki jak 350, pali dużo mniej i mieści się w granicach akcyzowych, co zdecydowanie daje się odczuć w portfelu. I nie mówcie mi, że dla nabywców Lexusa to nieważne, bo ich stać. Nie, bo majętni ludzi zwykle stają się majętni właśnie dlatego, że świetnie potrafią liczyć i wiedzą, co się opłaca. Jednak na którym z rynków europejskich RX L będzie dostępny z którym napędem, jeszcze nie zdecydowano. Mam nadzieję, że przynajmniej w Polsce i z turbobenzyną, i z hybrydą.

Nie wiadomo jeszcze, jaki będzie narzut za 3. rząd siedzeń, ale tak czy inaczej, jest to samochód wart najwyższego zainteresowania.

A w dodatku bardzo interesujący stylistycznie – wg mnie nawet bardzo ładny. A na pewno wyróżniający się na ulicy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 komentarze

  • Ten silnik 200t w samochodzie za 300 tys. to chyba pomyłka . Samochód do setki ma aż 9,5 s. Tyle to można ,, rowerem ” osiągnąć . Jak zejdą do 6,5 s. to będzie to normalnie wyglądać .

    Wesołych Świąt