Wyrodek

Tak, wiem, że istnieje Lexus LFA, iście kosmiczne auto, że był Lexus IS F – ale niech mi nikt nie tłumaczy, że normalnemu człowiekowi, nawet zainteresowanemu motoryzacją, marka Lexus w jakikolwiek sposób skojarzy się z autami sportowymi. To swoją drogą fenomen, bo przecież Toyota (a żeby nie wiem co opowiadali piarowcy, Lexus to Toyota) w swojej długaśnej historii stworzyła mnóstwo naprawdę rasowych samochodów, które rządziły nie tylko podczas zlotów miłośników audio. Toyoty wygrywały rajdy, wygrywały wyścigi, zdobywały tytuły mistrzowskie. A jednak i Toyota, i Lexus nie kojarzą się z niczym poza niezawodnością. Hejterzy motoryzacyjni bąkną coś o kapeluszach i wyprawach do kościoła. Trzeba by było trafić niebywałego maniaka sportów samochodowych, jakiegoś Gutka (KLIK), żeby pamiętał o Suprach, Celikach Turbo, GT-Four, o arcymistrzach (Carlos Sainz, Didier Auriol, Hannu Mikkola, Bjorn Waldegaard, Juha Kankkunen), czy wreszcie i o tym, że Toyoty wciąż startują i wygrywają w seriach wyścigowych, jak choćby NASCAR, że i Lexusy, i Toyoty startują w 24h Le Mans, że Toyota współtworzy legendę F1… No więc, naprawdę jest tego sporo. I co? Nic. Hasło: Lexus/Toyota – odzew: (excusez le mot) dupowóz…

Oczywiście, jest to uproszczenie okropne, bo Lexus to już właściwie osobna kategoria motoryzacyjna. Legendarny pierwszy prezes Renault Polska, Raymond Jahiel, mawiał, że są pojazdy i samochody. No więc oceniając podejście do wykonania samochodu, jego myśl należałoby rozwinąć w taki sposób: są samochody, są auta „wannabe” (chciałby) premium, jest segment premium uosabiany przez Audi – a nad tym wszystkim jest Lexus. Oczywiście, nie samym takim „lexusizmem” Lexus żyje, to jeszcze znakomita technika i wspaniały poziom komfortu. Ale…

Ale nagle pojawia się taki wyrodek jak model RC F i wszystko staje na głowie.  GT 2+2 o bajecznej, klasycznej dla GT linii coupe, z klasycznym napędem (silnik z przodu, napęd na koła tylne), z wielkim wolnossącym V8 pod maską i własnościami jezdnymi pozwalającymi na o wiele więcej niż tylko promenadowe dudnienie rurą wydechową na wolnych obrotach. Ten samochód ma 477 KM, które co prawda nie są tak dzikie jak podobne stada zapewniane przez Audi, BMW czy Mercedesa (o Porsche nie wspominając), ale z pewnością wystarczająco rasowe, by dowodzone przez dobrego kierowcę, potrafiły namieszać w głowach miłośnikom sportowych samochodów. RC F jest diabelnie szybki, ma jędrne, ale wciąż naprawdę całkiem komfortowe zawieszenie zapewniające pełnię kontroli i przy bardzo ostrej jeździe, także po zakrętach (jeśli się pamięta o tym, co z przyczepnością tylnych kół zrobi silnik, kiedy nie do końca kontrolujesz prawą stopę…), szokująco precyzyjny układ kierowniczy i hamulce, które należałoby opisywać z użyciem wielkiej litery. Brzmienie jest fantastyczne, choć brak mu owego szaleństwa, jakim epatują bardziej na pokaz niż rzeczywiście Mercedes, Lamborghini czy Ferrari – ma wyraźnie stonowany odcień, jakby ten Lexus chciał pokazać, że nawet hałasować można elegancko. A przy tym nawet kiedy człowiek nie może się cieszyć możliwościami zespołu napędowego i układu jezdnego – choćby w korku – otoczenie w kabinie jednoznacznie pokazuje, że Japończycy nie pozwalają sobie na choćby minimalne odejście od najwyższych standardów. Jakość materiałów i spasowania rzuca na kolana dokładnie tak samo, jak we wszystkich innych modelach tej marki.

Co oczywiście nie oznacza – uprzedzając wygłaszane ze zmarszczonym nosem uwagi różnych estetów i „estetów” – że przyjmuję ten samochód bez zastrzeżeń. Jak zawsze w Lexusach, drażni mnie niezrozumiale skomponowane menu multimediów, kompletnie bezsensowny sposób ich obsługi i niedoskonałości ergonomii użytkowej. W przypadku testowego auta do tej listy uwag dochodzi słaba wydajność wentylacji foteli – co w upale i przy adrenalinowych możliwościach auta jednak szybko się zauważa. Także stylistyka i kokpitu, i (przede wszystkim) nadwozia nie każdemu się spodoba. A jednak… Jednak sumując wszystkie swe spostrzeżenia, muszę powiedzieć jednoznacznie: to jest fantastyczne supersportowe auto, które od teraz będzie moim pierwszym skojarzeniem z hasłem Lexus.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.