Kia Optima Hybrid

Nikomu nie trzeba już dziś dowodzić, że Koreańczycy błyskawicznie nauczyli się robić cholernie dobre samochody. Zarówno ładne, jak dobrze się prowadzące – i świetne jakościowo. Przeprowadzili już udany atak w klasie kompaktowej, w segmencie crossoverów i SUV-ów, także ich limuzyna klasy średniej ma dobre notowania.


Ta ostatnia – Kia Optima – jest jednak specyficznym przypadkiem. W segmencie „menedżerskim” awangardowy wygląd nie jest atutem. Mnie akurat to auto się bardzo podoba, ale spotkałem się wielokrotnie z opinią, że „za bardzo udziwniona”. No cóż, zobaczymy, czy lifting nie poprawi sytuacji.

Nawet jednak jeśli design Optimy nie jest w stanie ukoić nerwów reprezentantów średniego szczebla kierowniczego na tyle, by ich przekonać do zamówienia tego auta, ma ono zalety, których się nie da przeoczyć – i przecenić. Jest mianowicie niezwykle starannie wykonanym produktem. Jeśli nawet przyzwyczailiśmy się już do tego, że samochody tej marki plasują się pod względem jakości wykonania w czołówce swoich segmentów, to Optima jest jeszcze lepsza. Jej wnętrze jest zaprojektowane i wykończone po prostu znakomicie. Piszę o tym w pierwszej kolejności, bo jestem bardzo czuły na punkcie poziomu otoczenia, w którym spędzam dużo czasu – tyle co w samochodzie. Gdyby jeszcze fotel kierowcy był nieco lepszy, gdyby dawał się opuścić niżej, nie miałbym naprawdę do czego się przyczepić. Tym bardziej że na kanapie z tyłu jest bardzo dużo miejsca, a sama kanapa zapewnia wysoki komfort.

Pod względem układu jezdnego już nie jest tak różowo – Optima jest najlepszym dowodem na to, że nie wszystko da się zrobić od razu. Koreańczycy w ogóle (cała trójca, a więc poza Kią także Hyundai i Chevrolet) mają kłopot z dostosowaniem zawieszeń do wymagań europejskich. W przypadku kompaktów są już bardzo zaawansowani, ale w pozostałych klasach muszą nadgonić. Szczególnie tu, w klasie średniej, gdzie Passat i Mondeo podniosły poprzeczkę na kosmiczną wysokość. Również pod względem zachowania układu kierowniczego. Optima jest bowiem po prostu nieharmonijna. Choć zdecydowanie zaliczam ją do „dobrej średniej” aut tej klasy.

Nie jestem jednak w stanie zaliczyć tam testowanej, hybrydowej wersji. Owszem, jest mocna i szybka, ale za wiele pali (nawet jak na łączną moc 190 KM i łączny moment obrotowy 340 Nm), także jej dynamika nie do końca pasuje to tak wysokich parametrów. Najgorzej jednak przedstawia się sprawa z hamulcami.

Dla wyjaśnienia: samochody o napędzie hybrydowym (spalinowo-elektrycznym) wykazują się ogromnie wyśrubowanym poziomem efektywności energetycznej, w co wchodzi zarówno unikanie zużywania energii lub paliwa, jak i odzyskiwanie energii, która w zwykłych konstrukcjach jest tracona. Jak energia hamowania.

Aby zmaksymalizować ten odzysk, komputer sterujący obiegiem energetycznym w aucie hybrydowym kiedy tylko może, uruchamia hamowanie generatorowe. Czyli jeśli kierowca hamuje lekko, sterownik „obchodzi” układ hamulcowy i w zamian przełącza silnik elektryczny w tryb odwrotny, czyli generatorowy. Innymi słowy, zamiast zużywać prąd do napędzania auta, silnik elektryczny zaczyna prąd wytwarzać jak prądnica. Ponieważ wiąże się to z poważnymi oporami, samochód zwalnia.

Jeśli jednak kierowca chce zahamować mocno albo wręcz gwałtownie, do akcji wchodzi normalny układ hamulcowy, z klockami dociskanymi do tarcz. Problem polega na szybkości i sprawności, z jaką komputer podejmuje decyzję o sposobie wspierania kierowcy w hamowaniu. W przypadku tej Kii odbywa się to powoli i kompletnie nieprzewidywalnie – nigdy nie wiadomo, który z czujników (hamowania awaryjnego, czyli BAS, czy hamowania generatorowego) otrzyma od sterownika priorytet. Czy unikając np. kolizji i mocno naciskając na hamulec, nie napotkamy najpierw nieco „gumowego” pedału, a dopiero po pół sekundy nie zadziałają hamulce. A to już może być za późno…Oczywiście możliwe jest i odwrotne działanie – inni kierowcy mogą mieć za złe, jeśli taka Kia gwałtownie się przed nimi zatrzyma zupełnie bez powodu. No i pasażerowie nie lubią szarpania.

Optima nie jest na rynku pojazdów hybrydowych osamotniona w tym problemie. Tak naprawdę wszystkie podzespoły i systemy składające się na pojazd hybrydowy działają absolutnie bez zarzutu tylko w Toyotach. Więc nie ma wstydu przed Ryśkiem. A poza tym – jak to już udowodnili, Koreańczycy bardzo szybko się uczą. Należy się więc spodziewać, że kolejne ich auto hybrydowe będzie już prawdziwym rywalem dla Toyoty, a nie li tylko pojazdem „wizerunkowym”.

A wtedy padnie kolejna granica…

Lipiec 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.