Kia Stinger GT – w Polsce

Non, rien de rien…

Nie, niczego nie żałuję. Nie żałuję ani jednego słowa z masy pochwał, jakimi zarzucałem Kię i jej topowy model – Stinger. Bo po tym teście, który zakończyłem w poniedziałek po Poznańskim Salonie Samochodowym, mogę tylko dodać, że poza wszystkimi zaletami, jakie już Wam kilkakrotnie opisywałem, ten samochód ma jeszcze jedną, chyba najważniejszą: jest trwały i wytrzymały, jest naprawdę wysokiej jakości. Bo po pokonaniu ponad 22 000 km „w służbie narodu”, a więc w parku prasowym i w rękach wszelkiego autoramentu fanów motoryzacji, w tym najgorszych brutali (są tacy!), w aucie nic nie skrzypi, silnik, skrzynia i układ jezdny pracują absolutnie bez zarzutu. Brawo!

Poza wszystkim innym – średnie spalanie na poziomie 13,6 l/100 km zliczone za ponad 2000 km, w tym ok. 1300 na autostradzie, a reszta w korkach Warszawy, przy mocy 370 KM i fantastycznie wysokim komforcie jazdy oraz prowadzenia to naprawdę wynik, którego ani auto, ani jego twórcy nie muszą się wstydzić.

Wspaniały samochód.

Cennik-Stinger-12.10.2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

2 komentarze

  • Panie Macieju jeździłem i z tym co zostało powiedziane kompletnie się zgadzam. Ale serio żaden z recenzentów nie widzi tego tandetnego plastiku w centralnym miejscu na kierownicy ? 🙂

    • Auto fajne, ale przy tej cenie to tak trochę dla nikogo. Jedyna interesująca wersja to GT, te ze słabszymi silnikami to ani sportowe, ani rodzinne – potencjalni nabywcy mogą wybrać Optimę, bo dużo tańsza i bardziej funkcjonalna. Przy cenie prawie 250 tys. jest duży wybór, w tym aut z segmentu premium. Spokojnie można znaleźć dwuletnie A7 w cenie Kii. Jak ktoś ma taki budżet na samochód to raczej celuje jednak w segment premium BMW/Mercedes/Audi. Dopłaci, ale jednak będzie wolał coś innego. Druga sprawa, to spadek wartości Kii który, moim zdaniem, może okazać się znaczny. Będzie fajne do rozważenia za 2-3 lata jak stanieje do ok. 100 tys.