Hyundai Genesis 3.8

Oto auto, którego w Europie oficjalnie nie ma. Czyli de facto jest, tyle że poza prezesami krajowych przedstawicielstw koncernu, zapewne trafia się u ambasadorów Korei. Hyundai zrezygnował z prób wprowadzania swoich luksusowych modeli (a mają jeszcze swoją „S-Klasę”, Equusa, który zadziwiłby niejednego użytkownika Lexusa LS…) na rynek europejski, tłumacząc to brakiem sukcesów Lexusa i Infiniti. W sumie bardzo realistyczne podejście.

Jednak nawet znając najnowsze produkty Hyundaia i jego „córki” Kii, wiedząc, jak wyśrubowaną jakość reprezentują (także w dziedzinie wyposażenia) i pamiętając, że w USA już po raz 12. z rzędu Hyundai wygrał w ankiecie generalnego zadowolenia klientów (obsługa handlowa i serwisowa), trochę się zasromałem. Bo jednak Lexus to naprawdę najwyższa półka, nawet jeśli nie do końca trafia w gusta użytkowników segmentu premium na Starym Kontynencie. Czy Hyundai nie za bardzo sobie pochlebia?

Dostałem do oceny samochód, którym na co dzień przemieszcza się szef Hyundai Motor Poland, dr Bang Sun Jeong. Pierwsze odczucie: zdjęcia nie oszukują, to naprawdę bardzo elegancki samochód, nawet jeśli nie w każdy smak trafi. Wykończenie karoserii przypomina najlepsze lata Mercedesów czy Audi – nadwozie jest nie tylko znakomicie spasowane, ale też robi wrażenie niesłychanej solidności. Skała.

Auto jest skierowane do wyższego szczebla kierowniczego, gdzie kłopoty z kręgosłupem są już raczej normą: bardzo szeroko otwierające się drzwi pozwalają łagodnie zająć miejsce na bardzo wysoko osadzonych siedziskach. Tu pierwszy zarzut: nie da się tego skorygować w dół. Jeszcze bardziej w górę, tak. W dół już nie. Powoduje to, że kierownicę trzyma się od góry, nieco jak w autach dostawczych. Ja zdecydowanie wolę siedzieć nisko, a że nie jestem w tym zboczeniu osamotniony, świadczy zakres regulacji we wszystkich europejskich autach konkurencyjnych. Po prostu inni pozwalają na realizację takich wyuzdanych fantazji, a Hyundai nie. Zresztą Japończycy również. Taka karma…

Niestety, pięknie wykończony, obity świetną skórą fotel jest wygodny wygodą fotela klubowego, takiego przed kominek. Ma braki regulacyjne także w zakresie długości siedziska (bardzo krótkie) oraz dopasowania na szerokość. W połączeniu z absurdalną sprężystością środkowej części siedzenia oznacza to de facto brak połączenia z samochodem. I wcale mi nie chodzi o „jedność człowieka i maszyny” (Mazda), a po prostu o stabilne siedzenie za kierownicą.

Kabina jest wykończona na niesamowicie wysokim poziomie. Wspaniałe materiały, znakomite spasowanie, brak choćby cienia odgłosów pracy konstrukcji. Tak się robi samochody luksusowe.

Niestety, w tak luksusowym samochodzie brak interfejsu muzycznego (USB) i streamingu muzyki przez łącze Bluetooth to nieporozumienie. Szczególnie że system audio jest na światowym poziomie. Brak nawigacji rozumiem: nikt nie będzie produkował specjalnie systemu dla tych kilkunastu sztuk Genesisa w Europie…

Miłym zaskoczeniem jest system sterowania elektroniką auta – ewidentnie wzorowany na MMI z Audi oraz iDrive z BMW. Tyle że wykonany z tak pięknie szczotkowanego aluminium, że aż serce rośnie! Niestety, na tym koniec: użyteczność ogranicza dramatycznie nielogiczny, za to obejmujący w sumie żałośnie mało funkcji układ menu.

Napędzany genialnym silnikiem V6 3.8 (wtrysk bezpośredni, żadnej formy doładowania), Genesis jest diabelnie szybki, w czym wspiera go świetnie zestopniowana skrzynia 8-stopniowa (własnej konstrukcji i produkcji!). Gdyby miała tryb sportowy – w którym by szybciej reagowała na wciskanie gazu – auto swobodnie przebiłoby osiągi rywali z Niemiec (najlepszy jest lepszy o 0,3 s przy napędzie 4×4). Taka, jaka jest, przypomina Lexusy. I naprawdę to nie przeszkadza.

Zaskakująco stabilne okazuje się prowadzenie, a układ kierowniczy wypadałoby wręcz nazwać europejskim. Jest zbyt nerwowy w przenoszeniu swych „wrażeń” na dłonie kierowcy, ale właściwie bez zastrzeżeń pod względem użytkowym, precyzja bardzo dobra. Przydałoby się nowocześniejsze wspomaganie o zmiennej sile.

Razem: z pewnością nie jest to kandydat do mojego Garażu Marzeń, ale jako dyrektorska lektyka bezdyskusyjnie zasługuje na pochwały. Pod względem jakości wykończenia i solidności oscyluje w okolicach wzorca. Mam wrażenie, że jeszcze kilka lat temu takie auto byłoby nawet w Europie na piedestale.

Wrzesień 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.