Przestrzelony…

Wspaniała idea: zrobić koło p…ióra niemieckiej Wielkiej Trójce – bardzo chwalebne. Problem jest jeden: choć i produkty Audi, i BMW, i Mercedesa mają swoje wady (niektóre spore i strasznie denerwujące), to jednak należą do najlepszych samochodów, jakie kiedykolwiek jeździły po drogach naszego świata. Mamy tu więc sytuację jak z konkursu na najwspanialszą damę do towarzystwa, w którym uczestniczą Cindy Crawford, Natalie Portman i Sharon Stone. Aby z nimi skutecznie konkurować, trzeba więcej niż ładnej buzi i pięknych krągłości, bo one są piękne, mają cudowne figury – i  IQ po 160…

Jaguar jest bez wątpienia piękny i z twarzy, i z figury. W jego karoserii – nowoczesnej niewątpliwie – łatwo odnaleźć nieśmiertelne akcenty stylistyczne brytyjskiego motoryzacyjnego imperium. Muskularność i pewna doza arogancji w połączeniu z niedbałą elegancją, jaką można dziś znaleźć tylko na Wyspach – tam nawet utytłane łajnem kalosze potrafią nosić tak, że to wygląda dostojnie.

Nieco gorzej jest z kokpitem. Tu designerzy najwyraźniej nie potrafili się zdecydować, czy chcą nawiązać do czasów, gdy brytyjska motoryzacja najbardziej napełniała dumą poddanych Jej Królewskiej Mości, czy do nowoczesności i najnowszych standardów. Bo choć jako całość, kokpit jest interesujący, różni się zdecydowanie od jakichkolwiek modowych sztamp, stylistyka jest eklektyczna, niespójna, a przy tym wnosi spory bałagan użytkowy. W dodatku – przynajmniej w testowanym egzemplarzu – jakość użytych do wykończenia kokpitu materiałów absolutnie nie pozwalała na myślenie o konkurowaniu z Niemcami. Sporo twardych plastików, w tym kompletna deska rozdzielcza, całe podszybie. W katalogach pokazywany jest kokpit znacznie lepszy, pokryty skórą – bazowo nie ma o tym mowy, plastik wypełniający górną część kokpitu i większość boczków drzwiowych równie dobrze można znaleźć w Dacii. A i to nie z tych najnowszych roczników… Biorąc pod uwagę zachwyty nad wnętrzem tego Jaga, jakie czytałem u kolegów-dziennikarzy, którzy (jak wynika z mojego śledztwa mającego wykluczyć idiotyzm u kolegów lub u mnie) jeździli egzemplarzami XE o znacznie wyższych standardach, najwyraźniej Jaguar poważnie przestrzelił z podstawową specyfikacją. Bo choć jest całkiem obfita w sensie wyposażenia (ale np. automatycznych świateł nie obejmuje, jak w testowanym aucie), to jednak widać, słychać i czuć, że starano się drastycznie ciąć koszty. Nie powinno jej być w ogóle, a już tym bardziej w parku prasowym.

Ale i to nie koniec moich pretensji – jak widać na zdjęciach w galerii poniżej, bagażnik tego drogiego i prestiżowego w założeniu samochodu luksusowej marki wykonano niczym nie przymierzając w św.p. Związku Radzieckim. Bardzo przepraszam za tak mocne stwierdzenie, ale zamontowanie w ramie bagażnika wlewu czynnika AdBlue (dodatek mocznikowy pozwalający oczyszczać spaliny silnika wysokoprężenego z tlenku azotu) to numer, jakiego można by się spodziewać w – no nie wiem – Żiguli z lat 80. No i warto zerknąć na „sufit” bagażnika. Nie tylko nie ma wykończenia, ale wręcz straszy gołymi, niczym nieosłoniętymi, ostrymi krawędziami blach. Wstyd po prostu.

Poza tym – samochód jest naprawdę dobry. Szybki, zrywny (nowy silnik dieslowski 2.0 o mocy 180 KM i 9-stopniowy automat to ekstraklasa), dający mnóstwo frajdy z jazdy i pokonywania zakrętów – w stylu BMW i Mercedesa, bo ma klasyczny napęd na tylną oś. A przy tym jest wygodny nawet w bardzo długiej trasie. Szkoda tylko, że Jaguar pozbył się już najwyraźniej wszystkich specjalistów-podwoziowców, którzy kiedyś tam pracowali z nadania Forda (jednego z najwybitniejszych twórców układów jezdnych w świecie motoryzacji) – bo cała frajda z jazdy Jaguarem XE kończy się z chwilą, gdy nawierzchnia staje się niedoskonała. Wtedy próba pokonania zakrętu z prędkościami, jakimi się bawiliśmy dotąd z dziką radością, może być co najmniej ryzykowna. Auto ma bowiem wówczas tendencje do podskakiwania i natychmiastowego wyjeżdżania na zewnątrz łuku. Gwałtownego wyjeżdżania…

Razem: spore rozczarowanie. Szkoda…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.