O modelu Soul pisałem już tutaj – i to raczej pochlebnie. Koreańczycy poczynili gigantyczne postępy w zakresie wzornictwa, stylistyki, jakości, a także techniki, dzięki czemu ten dobrze wyposażony i nieźle wyceniony crossover jest naprawdę interesującą ofertą. Teraz mam jeszcze więcej do powiedzenia.

kia_side_back

Jako pierwszy niezatrudniony przez Kię człowiek w Polsce jeździłem superekologiczną wersją Soula – EV, czyli całkowicie elektryczną. Ma ona 110-konny silnik o imponującym momencie obrotowym (285 Nm „od zera”!) i akumulatory o najwyższej dziś na rynku gęstości energetycznej – 200 Wh/kg. Dzięki tej ostatniej charakterystyce można było ograniczyć objętość baterii akumulatorów, a tym samym i masę. Niezwykle inteligentne podejście do systemów pokładowych (m.in. zastosowanie ogromnie wydajnych układów wentylacji, ogrzewania i klimatyzacji z wybiórczym sterowaniem) i ich kontroli spowodowało, że prąd z akumulatorów wycieka powoli, a efektywnie. Użytkownik ma możliwość „obejścia” zapotrzebowania na prąd przez zaprogramowanie ogrzewania lub schłodzenia kabiny na pół godziny przed wyjazdem – a więc gdy auto jest podłączone do stacji ładowania i energia nie jest czerpana z akumulatorów. W rezultacie tzw. certyfikowany zasięg auta na jednym pełnym ładowaniu wynosi 212 km. Niewiele dla samochodu spalinowego, ale dla elektrycznego – imponujący. W praktyce – przy temperaturze 3°C i przenikliwym wietrze, a więc z podgrzewaniem fotela i kierownicy oraz mocnym rozkręceniu ogrzewania – kilometry z zasięgu pokazywanego na elektronicznym wyświetlaczu zestawu zegarów ubywały niewiele szybciej niż rzeczywiście przejechane. O wiele szybciej osuszało baterie gwałtowne operowanie prawym pedałem. A powstrzymać się trudno, bo…

Bo Soul EV zaskoczył mnie. Nie tylko żwawością reakcji na „gaz”, zrywem i osiągalną prędkością podróżną (bo to dość oczywiste, silniki elektryczne są niesłychanie wydajne), ale też – i to jest prawdziwy szok – znakomitą charakterystyką jezdną. Układ jezdny jest bowiem równie komfortowy jak w „cywilnych” wariantach Soula, ale jako EV model ten o wiele lepiej, po prostu wyśmienicie się prowadzi, z lekkością niespotykaną w „wózkach akumulatorowych”. Wręcz zachwycająco sprawnie reaguje na ruchy kierownicą, prawie wcale nie wykazuje skłonności do podsterowności i niespodziewanie dobrze trzyma się toru jazdy w szybkich łukach. A trakcja jest po prostu zachwycająca.

Takim samochodem mógłbym jeździć na co dzień. Naprawdę. Mam taką refleksję już drugi raz w tym roku – w lutym zachwycałem się BMW i3, które jest jeszcze szybsze, bo ma silnik 170-konny. Jeszcze szybsze i jeszcze droższe, choć i Kia Soul EV „daje radę” w tej dziedzinie: można ją będzie sprowadzić na zamówienie za 160 000 zł. Nawet biorąc pod uwagę, że cena ta obejmuje już kompletne wyposażenie poza skórą, to cholernie dużo pieniędzy. Wystarczyłoby na kupienie najmocniejszego Soula z dieslem i paliwa na pół miliona km jazdy…

Ale tak czy inaczej chcę jeździć autem elektrycznym. Tylko z ogniwem paliwowym, żeby zasięg wykraczał poza 3-dniową jazdę po mieście…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.