Hyundai Ioniq Electric

Gdyby, gdyby, gdyby…

Gdyby ciotka miała koła, byłaby rowerem – ten purenonsens doskonale oddaje skalę gdybania w przypadku nawet tak dobrego produktu, jakim jest ten Hyundai. Już Ioniq jako taki jest aż zaskakująco udanym i dopracowanym samochodem – jako hybryda i hybryda plug-in to naprawdę interesująca alternatywa wobec bezpośredniego rywala, Toyoty Prius i Prius Prime – ale jako „elektryk” jest wręcz szokująco dobry. Nie ma w sobie tego zadęcia i wyższości, którymi charakteryzuje się najlepszy kompaktowy elektryk na świecie, czyli BMW i3 (najlepszy, ale i najdroższy w przeliczeniu na kilogram, bo nie widziałem jeszcze i3 w cenie poniżej 230 000 zł, bazowa specyfikacja istnieje tylko w cenniku), nie drażni też totalną nudą, jak Nissan Leaf. W dodatku jest samochodem bardzo żwawym, bardzo zwinnym, praktycznym, pojemnym i wygodnym. Owszem, nietanim, ale na razie tanich elektryków nie ma, bo przy sprzedaży jednostkowej niemożliwy jest efekt skali. Ale i tak się poprawiło – dopiero co 160 000 zł kosztowało elektryczne Mitsubishi wielkości Matiza (i jego rodzeństwo z Citroena i Peugeota), a teraz już można za to kupić bogato wyposażony, pojemny samochód kompaktowy o dwukrotnie większym zasięgu i osiągach na poziomie co najmniej dobrego diesla.

Tak, gdyby był tańszy… Gdyby stacje szybkiego ładowania były bardziej dostępne… Gdyby akumulatory zapewniały zasięg porównywalny z przeciętnym autem spalinowym, tak z 500 km… I gdyby dawały się ładować w czasie choćby tylko pięciokrotnie dłuższym od tankowania paliwa…

Byłoby fajnie! Ale nie jest i jeszcze długo nie będzie.

Cennik_IONIQ_Electric_2017

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.