Kolejny szok…

Nie, nie napiszę znowu, że Koreańczycy w piorunującym tempie gonią czołówkę. Nie – bo już ją dogonili. W przypadku tego samochodu mam do ponarzekania tylko tyle, że ten silnik (właściwie pierwsza próba stworzenia nowoczesnej jednostki rywalizującej w czasach downsizingu z najlepszymi) to jeszcze nie jest TO. W sensie kultury pracy – jest tuż poniżej najlepszych (Volkswagen), ale w sensie zużycia paliwa i osiągów – na poziomie co najmniej o generację gorszym. Także układ kierowniczy tego „i30 GTI” nie zaspokoi jeszcze najbardziej wymagających. Ale to już wszystkie minusy – choć biorąc pod uwagę, że znakomicie wyposażony i znakomicie wykończony (nie tylko w sensie materiałów, ale i smaku zestawień kolorystycznych i fakturowych) samochód kosztuje 82 000 zł tak, jak stoi, narzekanie traci sens. Tym bardziej że autko należy do najładniejszych kompaktów, ma wyśmienite fotele, wyśmienicie działającą i znakomicie zestopniowaną skrzynię biegów, bardzo dobre zawieszenie (świetny „szpagat” między komfortem a sportem) i układ przełączników (szczególnie na kierownicy) sensowniejszy od ogromnej większości rywali, w tym tych najbardziej utytułowanych…

No dobrze, niebieskie podświetlenie kokpitu jest do bani. Tym bardziej że kilka spośród tych diod nie podlega regulacji intensywności i wieczorem po prostu męczą się oczy (niebieskie punktowe źródła światła najbardziej przyciągają wzrok i „wypalają” powidoki na siatkówce!). Do niczego były też (kompletnie!) zimowe opony Hankooka. Ale i tak natychmiast bym wziął sobie ten samochód do codziennego użytkowania.

To jeszcze nie jest rywal dla Golfa GTI. Ale na miejscu Volkswagena wysłałbym kilka szpiegowskich dronów do Europejskiego Centrum Designu Hyundaia w Rüsselsheim! Bo za 3-4 lata będzie już za późno na jakiekolwiek reakcje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.