Stromo w górę

Ford zaprezentował w krótkim czasie trzy nowe vany – C-Max, S-Max i Galaxy. Oczywiście, C-Max to tylko lifting, ale lifting bardzo ważny, dotyczący treści, sedna auta. I tak poza nowoczesnymi multimediami i silnikami spełniającymi normę czystości spalin Euro 6, w specyfikacji znalazły się systemy wsparcia kierowcy, a z pewnością duże znaczenie ma także wyraźnie wyższa jakość materiałów wykończeniowych. Niestety, całą frajdę popsuł skok cenowy, który – wydaje mi się – raczej w zarodku zniszczy szanse tego naprawdę udanego auta na sukces rynkowy. Klient na rodzinne auto raczej nie będzie zainteresowany wywodami, że wyższa cena ma pełne uzasadnienie w opisanych wyżej „dodatkach uszlachetniających”. OK, ma – ale to abstrakcja, bo usłyszawszy o podwyżce, przestaje słuchać dalej i idzie do sąsiadów, gdzie „nie będzie już rabatów, za to ceny obniżono”. Czy znów o równowartość całego VAT-u, jak to bywało, nie wiem. Ale obniżono… Ci, którzy są gotowi kupić vana mimo wysokiej ceny (a może właśnie ze względu na wysoką cenę, żeby wszyscy widzieli, że ich stać), dostali pół roku temu ofertę od marki premium – i tam się udadzą. Szkoda C-Maksa, ale c’est la vie.

Zupełnie inaczej jest z dużymi vanami opartymi na platformie modelu Mondeo, S-Maksem i Galaxy. Tu ceny zmieniły się minimalnie, zresztą trudno to dokładnie porównać, bo auta są bardzo różne od poprzedników pod każdym względem – no i przede wszystkim, to zupełnie nowe modele. S-Maksa już opisywałem tu (KLIK) – dosłownie brak mi słów, by napisać, jak bardzo mi się podoba i jak znakomitym jest autem. Zawsze był świetny, zawsze twierdziłem, że gdybym był teraz młodym ojcem rodziny, to właśnie to auto bym sobie kupił. Ale nowy S-Max to nie tylko znakomity van, nie tylko świetnie prowadzący się samochód rodzinny, nie tylko nafaszerowany najnowocześniejszymi technologiami pojazd (notabene dostępny wreszcie także z napędem na cztery koła). To także jeszcze wyraźniejszy niż w przypadku aktualnego Mondeo sygnał ze strony Forda, że ma już dość pozycji średniaka, którego wszyscy chwalą za wspaniałe zawieszenia i generalnie pomysły na auta, ale zawsze dodają do tego jakieś „ale”. Teraz nie ma już „ale”, bo wykończenie S-Maksa jest wspaniałe, nie ma śladu po elementach, które w poprzedniku drażniły krzykliwością lub po prostu wyglądały nie na miejscu. Teraz w kabinie można spędzać czas dla samej przyjemności obcowania ze świetnym otoczeniem. Bez żadnej przesady!

A Galaxy? Galaxy jest jeszcze o pół stopnia wyżej od S-Maksa. Większy, oferujący wszystko to, co mniejszy „brat” plus jeszcze większą funkcjonalność – np. może mieć kamerę w przednim pasie, która pomaga bezpiecznie wyjeżdżać z niewidocznych zaułków, garaży etc. (ma pole widzenia 180°), jest też pierwszym autem, w którym oparcia tylnych siedzeń można zarówno składać, jak i stawiać z powrotem elektrycznie, przyciskiem przy tylnej klapie. Koniec kombinowania przy załadunku „trudnych” towarów.

No i tu kwestia jakości jest jeszcze bardziej podkreślona dzięki nie tylko materiałom w kabinie (są miejscami chyba jeszcze ciut lepsze niż w S-Maksie), ale także znakomitemu wyciszeniu wnętrza, uzyskanemu na drodze m.in. inteligentnego podwojenia uszczelek drzwiowych – inteligentnego w sensie nie po prostu podwojenia, ale dołożenia „drugiej linii obrony” tam, gdzie to ma sens. A zapewniam Was, że ma. Rozmawialiśmy z kierowcą z drugiego rzędu siedzeń przy prędkości 140 km/h tym samym głosem, którym porozumiewaliśmy się między sobą. To powinno Wam dać pojęcie, o czym mówię.

Po raz kolejny zachwyciłem się zawieszeniem, które zwyczajnie nie potrzebuje adaptacyjnych amortyzatorów – jest sprężyste, a przy tym niezwykle komfortowe – i zarazem pozwala na bardzo dynamiczne pokonywanie zakrętów bez zaskakiwania kierowcy jakimikolwiek narowami. Na te ostatnie byliśmy wszyscy bardzo wyczuleni, bo prezentacja odbywała się w Wielkiej Brytanii, głównie na drogach lokalnych – nie dość, że „pod prąd”, z kierownicą, dźwignią biegów i kierowcą z zupełnie niewłaściwej strony, to jeszcze w warunkach zdecydowanie utrudnionych, bo angielskie drogi lokalne są bardzo wąskie (pasy ruchu niewiele szersze niż duży przecież Galaxy) i zarośnięte aż po skrajnię drzewami, krzakami, do skrajni sięgają także płoty i mury zabudowań. A Galaxy pozwalał nam bez fochów na gwałtowne manewry wykonywane ze strachu przed „nagle wyskakującym zza zakrętu murem”. Wspaniale zachowywał się 180-konny turbodiesel, fantastycznie precyzyjnie i lekko pracowała skrzynia biegów.

Wygląda na to, że Ford po cichutku, bez niepotrzebnego chwalenia się i podkręcania atmosfery, zmierza w górę: ku segmentowi premium. Pod wieloma względami dorównuje już markom, które w tym segmencie od dawna (może nawet trochę z rozpędu…) przebywają. Nie, jeżdżenie Fordem nie daje jeszcze prestiżu. Ale proszę się dowiadywać. Niedługo.

Brać – będzie pan zadowolony…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.