Dobry brat złego brata

Kiedy tutaj opisywałem Volkswagena Polo R WRC, obiecywałem uzupełnienie po teście Audi S1. Słowo się rzekło, a oto i moja kobyłka u płota…

[cml_media_alt id='1651']Audi S1 005_b[/cml_media_alt]

(UWAGA, Jołasiu: wiem, że powinno być „u płotu”, ale w powiedzonku jest „płota”)

Nieprawdą jest to, co napisał w komentarzu pod opisem Polo Mateusz K. Nie, Audi nie jest dzikusem. To znaczy – pewnie gdyby mi został „przedstawiony” jako pierwszy, uznałbym go za takiego. Ale na szczęście dla obu modeli, najpierw poznałem Polo, a dopiero teraz S1. Mają pod karoserią identyczną technikę (poza samym przeniesieniem napędu), więc nie może dziwić, iż są równie szybkie. Ale ich sposób rozwijania szybkości jest tak różny, że można bez cienia wątpliwości pisać o dwóch różnych samochodach.

Audi jest bowiem szybkie, ale niebywale kulturalne. O wiele łagodniej przechodzi przez „dziurę turbinową” niż silnik Polo. Napęd quattro zaś nie dopuszcza do jakichkolwiek nieporozumień podczas ostrego ruszania – nawet takiego ze „strzałem ze sprzęgła”. Zawsze odbywa się to tak samo: auto jak po sznurku podąża za torem jazdy obranym przez kierowcę. A ponieważ jest tu silniejsze wspomaganie niż w Polo, to nawet jeśli trafią się koleiny usiłujące wyrwać kierownicę z rąk, wszystko odbywa się w jakiś taki dystyngowany sposób. Niezwykle szybko, przy wtórze wspaniałego brzmienia, ale… Nie wiem, mnie się to kojarzy z ultrarycerskimi popisami d’Artagnana, który nigdy nie zapominał, że jest przede wszystkim „preux chevalier”, a dopiero potem muszkieterem Jej Królewskiej Mości. Elegancja nawet w wirze walki.

A na okrasę – wykończenie kabiny na poziomie, jaki rzadko zdarza się w klasie średniej, a cóż dopiero w segmencie B. I zaskakująco wysoki komfort jazdy także na długiej trasie.

Szacun!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.