Volvo S60 T6 AWD

(„volvo” – łac. „toczę się”)

 

Zawsze chciałem mieć Volvo. Od czasu, gdy jako dziecko zobaczyłem najpierw Amazona, a potem P1800, miałem hysia na punkcie aut tej marki. A potem było jeszcze gorzej, bo zdarzyło mi się wyjechać na wakacje w 245 Kombi. Wrażenie podróżowania zamkiem warownym całkowicie uodparniającym jego zawartość na warunki zewnętrzne i zdolnym pomieścić właściwie wszystko, co można wziąć ze sobą na wczasy, zawojowało moje serce. Od tego czasu wiedziałem, że po prostu MUSZĘ mieć kiedyś Volvo.

Najlepiej największe, kanciaste kombi.

Ale do czasu, w którym mogłem już zacząć myśleć o nabyciu auta tej marki, z wielkich, kanciastych kombi pozostał tylko Chevrolet Tahoe. A Volvo produkowało samochody znakomite i z klasą, ale bez tego czegoś, co by rajcowało. A już najnowsza seria, obejmująca model S60, jawiła mi się jako nudna. Przeekologizowane, uładzone, grzeczne – owszem, ładne, ale urodą Claudii Schiffer. Taka lalka. Pojazd, nie samochód – a już na pewno nie Volvo, o jakim marzyłem. I tak było aż do wczoraj. Bo zupełnie przypadkiem znalazłem się za kierownicą S60 w wersji, której istnienie nawet do mnie nie dotarło. T6.

Audi ma swoje serie S i RS, BMW – M, Mercedes – AMG. A Volvo? Jak zapytasz 10 osób na ulicy, to może jedna będzie wiedzieć, że ta marka w ogóle produkuje samochody z benzynowymi silnikami – a co dopiero 304-konnego bandytę, który w 5,5 s osiąga 100 km/h i w dodatku po zakrętach jeździ jak gokart, nie odbierając przy tym swym pasażerom wysokiego komfortu jazdy!

Nigdy nie sądziłem, że to powiem. Ale po raz pierwszy pożądam Volvo nie dlatego, że to Volvo, nie dlatego, że to kanciaste i wielkie kombi. Pożądam S60 T6, bo to nieprawdopodobnie wspaniały samochód. Fantastycznie się prowadzi – jest na poziomie Audi S4 pod względem trzymania się drogi i precyzji kierowania oraz trakcji. Na kierownicy nie czuć wpływu napędu, a przecież jest tu góra niutonometrów (440). Zawieszenie zaprojektowali i wykonali naprawdę najwyższej klasy fachowcy. Automatyczna skrzynia biegów pracuje, jakby ją programowali inżynierowie BMW lub Porsche, zdaje się czytać w myślach kierowcy i zawsze włącza to przełożenie, które powinno być włączone. A jakby co, są i łopatki pod kierownicą do wyboru manualnego. Ma znakomicie wykończone wnętrze – charakteryzuje się tą volvowską solidnością przy najwyższej jakości materiałów i ergonomii na poziomie najwyższym z możliwych oraz wspaniałymi sportowymi fotelami, i choć niektóre rozwiązania funkcjonalne są dość dyskusyjne (sterowanie multimediami za pośrednictwem niedzisiejszej zupełnie kombinacji dwóch pokręteł z przyciskami wyboru i kilkunastu przycisków na konsoli), przebywanie tu to prawdziwa przyjemność.

Jasne, są auta szybsze i mające obfitsze czy nowocześniejsze wyposażenie. Ale nie pamiętam już, by jakiś samochód klasy średniej spoza grupy hardkorowej zrobił na mnie tak piorunujące wrażenie.

S60 T6 nie krusząc kopii wjechał na najwyższe piętro mojego wielopoziomowego Garażu Marzeń. Nawet ten testowany egzemplarz, który był w odrażającym kolorze…

Marzec 2014

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.