Citroen DS3 Cabrio THP 155

Mimo drażniących mnie braków natury ergonomicznej (zbyt wysokie siedzisko, zbyt bliskie fotelowi pedały) zakochałem się w Citroenie DS3. Fakt, że uderzono mnie w najczulszą stronę duszy, dając mi do zabawy od razu topowego Racinga (200 KM, sportowe zawieszenie, fotele Recaro…). Niemniej DS3 pozostawił w mojej pamięci obraz zaprzeczający kliszom „typowego francuza”, który ma być rozlazły charakterologicznie, prowadzić się jak taczka pchana przez pijanego robotnika i rozpadać się na każdym wyboju. Jakość wykończenia i spasowania była bliska niemieckiej, prowadzenie – lepsze niż w bliźniaczym Mini (!!!), a charakteru tyle, co w tym autku, trzeba by szukać w kilkudziesięciu np. Oplach naraz. Potem, gdy dorwałem się do Peugeota RCZ z tym samym silnikiem, do wyidealizowanego obrazu dopisały mi się jeszcze znakomity iście poziom materiałów wykończeniowych, pietyzm wykończenia oraz stylizacji i wspaniały komfort jazdy.
Nie dziwota, że testu DS-a Cabrio wyczekiwałem jak mało czego. I w sumie… W sumie okazało się, że samochód jest OK. Nie ma w nim tego ognia, co w wersji 200-konnej (w teście miał ten sam silnik, ale w wersji 156-konnej), tego charakteru radosnego łobuziaka, pozostała bardzo dobra jakość, fajny silnik, niebo nad głową i… tyle. Pozbawione usztywnienia, jakim jest dach, nadwozie trochę jednak pracuje, co czuć na kierownicy i w ostrych łukach, i podczas ruszania, a w następujących szybko po sobie ostrych i szybkich zakrętach nie ma mowy o tej frajdzie, jaką daje coupe. A po otwarciu dachu szumy aerodynamiczne robią się nieznośne przy 90 km/h, a powyżej ogłuszające.

Wszystko to razem sprawia, że nagle wady (te same, co w wersji z dachem) zaczynają wysuwać się na pierwszy plan i naprawdę przeszkadzać. Z pewnością nie jest to po prostu „DS3 bez dachu”. To jest „DS3 do promenowania po bulwarach”. I tak traktowany, będzie świetny.

Sierpień 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.