Demolka… mózgu

 

Od kiedy BMW przedstawiło tę swoją wizję hybrydowego superauta, cały czas zastanawiałem się, co ten latający talerz mi przypomina.

[cml_media_alt id='2365']P90132815[/cml_media_alt]

Tu się nie wsiada. Tu trzeba się wczołgać. Gigantycznej szerokości próg i dach tuż powyżej sprawiają, że człowiek musi naprawdę się postarać, by dostać się za kierownicę. Pasażer po prawej ma lepiej, ale niewiele. Pasażerowie tylnych siedzeń… Nie istnieją. Tam się rzuca bagaż podręczny. A raczej upycha.

[cml_media_alt id='2364']BMW i8 _034[/cml_media_alt]

Drzwi otwierają się do góry. To doskonale pasuje do niesłychanie futurystycznych kształtów nadwozia, którego awangardowa stylistyka ustępuje chyba tylko produktom Lamborghini. Ale tym ustępuje nawet Batmobile…

Od kiedy BMW przedstawiło tę swoją wizję hybrydowego superauta, cały czas zastanawiałem się, co ten latający talerz mi przypomina. Stojąc przed nim na żwirowym parkingu hotelowym w Fontvieille pod Marsylią, byłem niemal pewny, że już kiedyś widziałem ten samochód, i wcale nie było to w BMW. W żadnej włoskiej „stajni” też.

Niestety, pamięć często tworzy takie obrazy „deja vu” i trzeba się z tym pogodzić. Wzruszyłem więc ramionami i rozpocząłem procedurę zajmowania miejsca za kierownicą. Myślę, że nawet piloci myśliwców mają łatwiej…

Jak już się człowiek wpasuje, jest o niebo lepiej. Choć wąski i twardy fotel daleko odbiega od poziomu „mebli” w innych modelach BMW (mam na myśli tzw. sportowe fotele w seriach 1, 2, 3 i 4, bez konieczności sięgania po M), ergonomia jest fenomenalna i pozycja za kierownicą okazuje się zachwycająca. Po pociągnięciu drzwi w dół znalazłem się we własnym, znakomicie izolowanym akustycznie świecie.

Kiedy ruszyłem z miejsca, do moich uszu docierał ledwo-ledwo chrzęst drobnych kamyczków pod oponami i8. Nic poza tym, bo póki nie zachodzi potrzeba ładowania akumulatorów lub wywołania maksymalnej mocy, auto jest napędzane elektrycznie. Wyjechałem na drogę i wcisnąłem gaz. Usłyszałem cichy gwizd, oznakę pracy elektrycznego napędu. I wtedy nagle do mnie dotarło…

Wiele lat temu nakręcono idiotyczną strzelankę odbywającą się w dalekiej przyszłości. Nazywało się to dzieło „Demolka”. Głównym bohaterem był Sylvester Stallone w roli tytułowego „Demolki” – policjanta o dość gwałtownym usposobieniu, który najczęściej rozwiązywał cudze problemy z prawem, dokonując demolki wszystkiego w zasięgu wzroku.

W filmie tym policja przyszłości jeździła samochodami przyszłości, które miały niesamowite kształty, drzwi otwierane do góry i elektryczne silniki. Jeżdżąc, wydawały tylko ledwie słyszalny gwizd.

Byłem w domu. Tak, to jest po prostu właśnie taki samochód przyszłości.

Kłopot w tym, że samochody przyszłości w „Demolce” były nudne jak flaki z olejem. Ich główną funkcją było nie ściganie złoczyńców, tylko dbanie, by nikomu się nic nie stało. Jeździły powoli, zakręty pokonywały niczym staruszek z balkonikiem, specjalnymi czujnikami badały otoczenie, by nikomu nie zagrozić… Krótko mówiąc, były jednym z elementów najbardziej obrzydzających ekologiczną i poprawną politycznie przyszłość. Zły prognostyk…

Wszystko to przelatywało mi przez głowę, póki nie wyjechałem z miasteczka, gdzie trzeba było pokonać progi spowalniające i różne uszkodzenia asfaltu. A szybko się przekonałem, że auto nie tylko wygląda jak pozbawiony skrzydeł myśliwiec, jest też zawieszone tak twardo, żeby jego użytkownik mógł spoglądać z politowaniem na pieszczochów w Porsche 911 GT3 RS jako niemęskich sybarytów. Wierzcie mi, zawieszenie BMW i8 jest naprawdę wściekle twarde. Ale zarazem zaskakująco dobrze wybiera nierówności i gdyby nie nietrafione fotele (kolejne nawiązanie do absurdalnie twardych zydli w Porsche), uznałbym ten samochód za całkowicie akceptowalny.

Skończyło się ograniczenie, przede mną otwarła się pusta prosta: wąska droga klasy C obsadzona obłędnie pięknymi platanami. Asfalt widywałem lepszy, ale nie było źle. Wcisnąłem mocno gaz.

W tym momencie przeżyłem coś, czego nigdy dotąd nie zaznałem za kierownicą samochodu. Błędnik mi oszalał, jak wtedy, gdy nad Atlantykiem Jumbo Jet, którym leciałem, nagle runął jak kamień w dół, trafiwszy na tzw. dziurę powietrzną. Przyspieszenie kompletnie niepoprzedzone typowymi oznakami sprawia, że w takim momencie człowiek jest absolutnie oszołomiony, wyrwany z rzeczywistości. Dokładnie taki numer wykonuje BMW i8, poproszone o zryw. Rzeczywistość mi uciekła w absolutnej ciszy. Ponieważ nie cofnąłem nogi z pedału gazu, wywołałem pełną moc i po trwającej ułamek sekundy ciszy wreszcie usłyszałem jakiś dźwięk. Bez cienia szarpnięcia uruchomił się niezbyt głośno, za to chrapliwym barytonem silnik spalinowy za moimi plecami, a auto wykonało skok w nadprzestrzeń. Przynajmniej tak to odebrałem. Z 50 km/h zrobiło się właściwie natychmiast – 150. Obłęd!

Trasę wiodącą na tor testowy BMW Miramas w Prowansji wytyczono tak, by zapewniała jak najwięcej malowniczych widoków i jak najwięcej krętych, pustych odcinków dróg o możliwie niezłej nawierzchni. Na lepszą liczyć nie można, to Francja, nie Polska… Ponieważ mój bolid nie przestawał przyspieszać – byłem tak zbaraniały, że przez dłuższą chwilę zapomniałem cofnąć nogę z gazu – więc jeden z tych zakrętów pojawił się dosłownie znikąd. Kopnąłem hamulec, a BMW zachowało się, jakbym rzucił kotwicę. Kolejne ogromne przeciążenie wywróciło mi jaźń na drugą stronę. Prędkość wciąż była sporo większa od choćby ocierającej się o rozsądne tempo wejścia w zakręt, ale nie zdejmując nogi z hamulca skręciłem i… mózg omal mi nie wyszedł uchem. Auto jak przyklejone podążyło za drogą, dokładnie zgodnie z tym, jak sobie tego zażyczyłem za pośrednictwem kierownicy. Coś niesamowitego!

Przez następne dwie godziny wykonałem jeszcze kilkadziesiąt takich eksperymentów, za każdym razem próbując innych manewrów, inaczej wchodząc w łuk lub inaczej operując w nim gazem, przyspieszając w innej fazie pokonywania łuku – i tylko raz zostałem czymś zaskoczony. Było to, kiedy wbrew oczekiwaniom i wskazaniom mapy na ekranie nawigacji, jeden z zakrętów o niewidocznym przebiegu, wokół sporej kępy drzew, nagle się zacieśnił. Dramatycznie się zacieśnił. Miałem prędkość na zupełnie inny łuk i kierownicę skręconą dla zupełnie innego promienia zakrętu. I wciśnięty gaz, bo spodziewałem się już wyjścia…

Zdążyłem tylko cofnąć nogę z gazu i mocniej skręcić kierownicę, ale nie starczyło czasu nawet, by się przestraszyć. A to futurystyczne cholerstwo po prostu poszło za ruchem kierownicy. Owszem, zapiszczało choć ten jeden raz oponami, ale nie wyjechało przez przednie koła.

A mój mózg został po raz kolejny zdemolowany.

To naprawdę niesamowity samochód. Wbrew wszelkim oczekiwaniom jego trzycylindrowy silniczek 1.5 turbo w połączeniu z silnikiem elektrycznym zapewniają dynamikę porównywalną z autami dużo potężniejszymi. A zdolności do pokonywania zakrętów to po prostu coś niewiarygodnego! Tym bardziej że jego dwa silniki nie mają ze sobą żadnego mechanicznego połączenia – benzynowy napędza oś tylną, elektryczny – przednią, w wyniku czego auto jest raz przednio-, raz tylnonapędowe, a jeśli jechać pełnią mocy – czteronapędowe, ale za to bez żadnych możliwości stwierdzenia, z jakim rozdziałem mocy między osie. Elektryczny silnik zachowuje się podczas jazdy hybrydowej jak jakaś potworna odmiana doładowania – potworna, bo działająca tak natychmiastowo, że chwilami człowiek ma wrażenie, że ledwie pomyślał o przyspieszeniu, jeszcze nie dotknął gazu, a już… Wyprzedzanie wolniejszych aut na zwykłej, wąskiej drodze jest tak szybkie, że trzeba pamiętać, by je zaczynać w większej odległości od wyprzedzanego – by zdążyć skręcić kierownicę.

Zakochałem się w tym aucie. Nie, inaczej – zakochałem się w tym, jak ten samochód jeździ. Nie chciałbym mieć i8, ale chciałbym mieć auto o takich zdolnościach dynamicznych. Bo większej frajdy adrenalinowej doznałem tylko podczas testowania Porsche 911 Turbo S 991. Ale niewiele większej…

Proekologiczna przyszłość nie musi być ekscytująca jak obserwacja schnięcia farby na ślepej ścianie. Przyszłość może być podniecająca jak BMW i8. I takiej przyszłości chcę. Tyle że w bardziej funkcjonalnym i o wiele bardziej komfortowym samochodzie, proszę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.