Kia Carens 1.7 CRDi 136 ‚2013

Mniej więcej pod koniec lat 80. skończyły się w branży podśmichujki na temat samochodów japońskich. Po prawie 45 latach produkowania pojazdów w większości paskudnych, kiepskich jakościowo i absurdalnie niedostosowanych do potrzeb świata innego niż dalekowschodni, Japończycy nagle zaczęli oferować auta świetne jakościowo, trwałe, niebrzydkie (czasem nawet ładne) i doskonale spełniające wymagania Europejczyków. Tak zaczęła się wielka kariera Toyoty, Mazdy, Nissana…


Niestety, sukces i nagły wzrost sprzedaży sprawiły, że potem nagle wszystkim tym firmom odbiło i zaczęły żądać za swe wyroby kosmicznych pieniędzy, często znacząco większych niż chcieli za swoje auta producenci europejscy. W dodatku coraz częściej porównanie wyposażenia samochodów ze Starego Kontynentu z tymi z Kraju Kwitnącej Wiśni wypadało zdecydowanie na korzyść tych pierwszych. Tak zaczęły się kłopoty handlowe Toyoty, Mazdy, Nissana…

Ich szefowie dość szybko się zorientowali, gdzie popełnili błędy i już po 4-5 latach oferowali samochody w sensownych cenach i dobrym wyposażeniu. Ale gdzieś zniknęła już magia. Od tamtej pory Japończycy muszą toczyć zacięte walki o klientów, których na nowo przejęli Europejczycy.

Wygląda na to, że bardzo podobni historią motoryzacji do Japończyków, ich koreańscy sąsiedzi są lepszymi obserwatorami rzeczywistości. Dokładnie analizowali strategie i błędy firm japońskich i gdy wreszcie weszli na wielką skalę do gry o rynek samochodowy, okazali się trudnymi rywalami. Nie na tyle, by np. Volkswagenowi od razu zagrozić na poważnie, ale by poważnie utrudnić życie. I wciąż się poprawiali…

Dziś, w zaledwie 8 lat po rozpoczęciu ofensywy, koncern Hyundai-Kia jest jednym z najważniejszych graczy na europejskim rynku motoryzacyjnym. I nadal wciąż się poprawia! Najlepszym dowodem jest nowe wcielenie modelu Kia Carens. Kiedyś szarej mychy, o której słyszeli tylko fachowcy. Dziś…

Nie, Carens nie jest moim wymarzonym samochodem. Ale gdyby teraz moje dzieci miały po kilka lat, z pewnością właśnie nad tym samochodem bym się zastanawiał. Dlaczego? To nietrudne do wyjaśnienia. Auto jest pakowne, przestronne, ergonomiczne, rozsądnie zaprojektowane, nieźle zmotoryzowane, świetnie wyposażone – i znakomicie wykończone. Szczególnie wewnątrz, na co jestem bardzo czuły – w końcu w kabinie spędza się spory kawał życia. Nic nie skrzypi, nie trzeszczy, wszystkie systemy – w tym nawet te najbardziej wyrafinowane, jak streaming muzyki czy złącze Bluetooth – nie tylko działają, ale działają wręcz znakomicie.  W dodatku – choć z pewnością Kia przestała oferować auta tanie – Carens (jak i jej „rodzeństwo”) jest bardzo sensownie wyceniony.

Ma wady, owszem. Przede wszystkim niedopracowany układ kierowniczy, w którym zastosowano bardzo dobrze dobrane przełożenie, ale w którym nie istnieje coś takiego jak położenie centralne. Wciąż trzeba korygować tor jazdy, co drażni w trasie okropnie. Drażni tym bardziej że nawet jeśli włączymy tryb sportowy wspomagania, kierownica obraca się w rękach jakby była połączona z kołami gumą. Cały system jest bardzo nowocześnie wspomagany elektrycznie i można go ustawić w trzech trybach. Niestety, są to tryby następujące: za lekko, dużo za lekko i ojacięchędożęjaklekko! (znaczy, w kolejności, Sport-Normal-Comfort). Pretensje można mieć też do zawieszenia tylnej osi, która jest przyjemnie miękka, ale zarazem umie podskoczyć na krótkich nierównościach, czasem dając w efekcie zupełnie niespodziewaną nadsterowność.

Obiektywnie rzecz biorąc, nie są to wady, które by dyskwalifikowały jakiekolwiek auto rodzinne, z założenia służące do bardzo spokojnego, rozsądnego transportowania potomstwa. Niemniej fajnie by było mieć choć jeden bieg prawdziwie autostradowy, bo na szóstce już przy 120 km/h mamy 3000 obr./min i hałas, a przy tym kończą się nam zalety posiadania diesla: od 130 km/h samochód przekracza już 10 l/100 km.

Ale biorąc wszystko pod uwagę, jest to kolejna Kia, której niemieccy producenci powinni się bać. Jak cholera!

Lipiec 2013

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.