Jedyne takie Audi

Audi wykorzystało lifting małego SUV-a do nafaszerowania go nowoczesnymi technikami i technologiami. Wspaniałe silniki i skrzynie biegów, znakomita wydajność i ekologiczne poziomy spalania oraz emisji, mnóstwo światełek LED i światłowodów, szokująca jak zawsze przestronność, świetne prowadzenie, iście fenomenalne fotele… Wielka szkoda, że liftingu nie potraktowano jako okazji do zmiany dwóch cech. Po pierwsze, do poprawy wykończenia – bo do wyśrubowanych standardów jakościowych Audi nie pasuje, że już na średniej wysokości deski rozdzielczej niepodzielnie panuje twardy plastik, co jest dostrzegalne nie tylko w dotyku, ale i węchem. A po drugie – co w dzisiejszych czasach nie pasuje już po prostu do żadnej marki (a cóż dopiero do prymusa, Audi!) – nie poprawiono ergonomii. Kierownica i górne kotwiczenie pasów z przodu nie pozwalają na zajęcie nie tylko optymalnej, ale choćby dość wygodnej pozycji. Po maksymalnym wyciągnięciu i opuszczeniu kierownicy wciąż pozostaje ona w pozycji jak kiedyś w FSO 1500 – daleko i płasko. Aby nią poprawnie operować, trzeba się przysunąć, a wówczas pedały mamy tak blisko, że podwijamy już nie stopy, a całe podudzia. Razem: coś dla orangutana. No, chyba że usiądziemy, jak nam to sugeruje położenie górnego kotwiczenia pasa, prowadzące pas po szyi lub podbródku: podpompowując fotel pod sam sufit. Wtedy siądziemy sobie wygodnie, zupełnie jak w dostawczaku starej daty…

Tak, to jedyne takie Audi, w którym niemożliwe jest uzyskanie dobrego samopoczucia. Szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.